Trochę już lat są małżeństwem. Nigdy nie było jakoś super rewelacyjnie- tak przynajmniej wynika z opisów, ale jakiś czas było ok. Potem pojawiły się dzieci. ONA zaczyna pracować. Dużo pracować. ON przejmuje obowiązki domowe. Jest lekarzem, ale może tak zorganizować sobie życie, żeby być z dziećmi. Narzeka, że jej nie ma i wszystko na jego głowie, wymaga współczucia, ale korzysta chętnie z pieniędzy, jakie ONA przynosi. Małżeństwo coraz bardziej oddala się od siebie, pewnego dnia podejmują decyzję o rozstaniu. ON zaczyna pospiesznie korzystać z oferty kobiet spragnionych seksu i to stanowi jego główne zainteresowanie. Pewnego dnia ONA znika. Dzieci zostają z nim.
Temat prawdziwy jak najbardziej, pokazany z punktu widzenia jego i w końcowej wersji również jej. Albo całkiem nie moja stylistyka, albo jakoś tak za dużo zbędnych opisów. I zastanawiam się dlaczego mi tak opornie szło czytanie. Chyba dlatego, że żadnego z bohaterów nie da się ani polubić, ani nie polubić. Po prostu człowiek pozostaje zupełnie bez emocji. A brak emocji czytelnika, to chyba nie ten efekt o który chodzi w dobrym pisarstwie….
