„Ostatnia arystokratka” Evžen Boček

Zacznę od tego, że nie naśmiałam się tak już dawno czytając książkę. Albo może inaczej- chyba nigdy się tak nie naśmiałam. Podczas wakacyjnych wojaży mieliśmy przed sobą długą drogę w samochodzie. I czytałam rodzince na głos. Było śmieszne dla wszystkich, więc uznaję, że nie mam specyficznego poczucia humoru, które rozumieją tylko nieliczni. No dobra- do rzeczy.

„Nazywam się Maria Kostka z Kostki. Jestem trzecią Marią w historii rodu. Marię I pochowano w 1450 roku w rodzinnym grobowcu, nie sprawdzając, czy jest wystarczająco martwa. Kiedy parę lat później otworzono grobowiec, siedziała na schodach. Od tego czasu nasze zwłoki są chowane w zamkniętych trumnach”.
Rodzina amerykańskich Czechów dowiaduje się, że w miejscowości Kostki odziedziczyła zamek rodowy. Czy radość z tego wielka? No nie za bardzo, bo wiadomość ta powoduje ogromne turbulencje w rodzinie. Po pierwsze trzeba się przeprowadzić do Czech, a o tym kraju zbyt wiele nie wiedzą. Obawy więc są różnego rodzaju, począwszy od tego, czy są tam dentyści w ogóle na przykład. Po drugie prochy przodków zmarłych w Ameryce jakoś przewieźć trzeba, a kosztuje to niemało, więc szukają tańszych możliwości- niestandardowych powiem tylko, żeby nie psuć zabawy.

Na miejscu w Kostce spotykają lokatorów, którzy od lat dbają o posiadłość, którzy mają swoje nawyki i są święcie przekonani o tym, że jak już Amerykanie przyjechali do zamku, to przyjechała też kasa. A kasa nie przyjechała. I tak zaczyna się przezabawna opowieść o tym, jak poradzić sobie z odziedziczonym zamkiem w nie całkiem dobrym stanie i wyjść na swoje.

Polecam bardzo dla relaksu. Polecam bardzo dla poprawy humoru i wreszcie polecam bardzo, bo mało jest tak zabawnych książek na rynku.

Dodaj komentarz