O to przede wszystkim w całym tym wyjeździe nam chodziło. O ten kraj kontrastów i braku logiki. O tą ostatnią na świecie stolicę przedzieloną na pół. Albo inaczej o jedną stolicę w dwóch krajach.
Lefkozja- to po „ichniemu”. My nazywamy stolicę Cypru Nikozją. Miasto dzieli na pół tzw. zielona linia. Granica ma różne oblicza- zabarykadowany płot, beczki w przejściu, kawałek muru. Wszystko to łączy smutna plakietka- nie podchodź, bo pan z karabinem do Ciebie wyjdzie. A jak wyjmiesz aparat, to możesz zostać uznany za szpiega. Oczywiście, że wyjęłam, bo takie zjawiska trzeba światu pokazywać.
Wyspę od dawna zamieszkiwały dwie nacje, którym ideologicznie daleko było do siebie. Grecy chcący zjednoczenia z Grecją i Turcy nie chcący tego w żadnym wypadku, obawiając się represji związanych z zaszłościami. Konflikt gonił konflikt. Ostatecznie „pozamiatała” wszystko armia turecka, która w 1974 roku wkroczyła na wyspę i zajęła 40% jej północnej części. Ot i cała historia by to była, gdyby nie fakt, że wiele krajów pchało się na wyspę z rzekomą pomocą upatrując przede wszystkim własnych korzyści. Na ten moment UE traktuje całość jako Republikę Cypryjską, a tylko Turcja i Rosja uznała Cypr Północny. Czyli innymi słowy: państwo które jest, a prawie każdy uznaje, że go nie ma.
Co z tego wszystkiego zostało? Mnóstwo smutku i garść solidnych problemów. Niezrozumiałych dla wielu szaraków. Sztuczna granica. Chcesz przejść z południa na północ pokazujesz dowód najpierw Grekom, potem Turkom. Jedni skanują, drudzy wpisują. Chcesz przejechać na część północną musisz wykupić obowiązkowe OC, zresztą większość wypożyczalni samochodów i tak nie wydaje zgody na przejazd. W części północnej nie obowiązuje nasz EKUZ, trzeba się zabezpieczyć wykupując dodatkowe ubezpieczenie. Przechodząc przenosisz się do innego świata. Jest taniej, brudniej i dziwniej. Najpierw mnóstwo ruin opuszczonych przez uciekających Greków, potem mnóstwo kościołów zamienionych na meczety. Targowiska, gwar. I jakoś tak chaotycznie.
Znaleźliśmy trochę informacji o jeszcze jednym miejscu, w którym bez wjazdu na część północną można poznać niefajną historię podziału wyspy. Jedziemy do małego miasteczka Deryneia. Ostatnie miasto przed granicą. A za granicą miasto Famagusta z dzielnicą duchów. Odwiedzamy Centrum Kulturalne Okupowanej Famagusty. Tamtejszy pan prezentuje nam film na temat wielkości i blichtru Famagusty do połowy lat 70-tych. A potem historię ucieczki Greków z tego miasta.
Po wszystkim pozostała wielka opuszczona dzielnica Warosia. Tkwi w swoim opustoszeniu do dziś rządzona przez duchy. Pozostały domy nieużywane od 50 lat. I żołnierze, którzy nie pozwalają na dotknięcie czegokolwiek. Z dachu Centrum obserwujemy przez lornetkę pustostany. A potem podjeżdżamy całkiem pod granicę- do pasa ziemi niczyjej. Co to jest za bezsensowna historia na której tracą wszyscy…
Ewelina dziękuję za użyczenie zdjęć:) Te z Warosi (3) zapożyczone z internetu dla zobrazowania całości.




























Faktycznie, po przekroczeniu granicy widoczna jest ogromna różnica. Ścisłe centrum prezentuje się dobrze, pozostałe zabytki i ulice tuż obok…..zaniedbane. poza tym faktycznie jest brudno i chaotycznie, a tego na brak finansów zrzucić nie można.
Dodatkowo przejście graniczne, wojsko tworzy dziwną aurę, raczej nie czuję się bezpiecznie i komfortowo. Poza tym miasto bardzo ciekawe, koniecznie trzeba zobaczyć i poczuć atmosferę na własnej skórze ?szkoda, że w deszczu.