Wyobraź sobie taką historię: zdesperowany złodziej (w kominiarce oczywiście dla niepoznaki) napada na bank. Żąda gotówki, a bank bezgotówkowy. Pech. Policja już wezwana, więc ucieka do pierwszego lepszego budynku. Słyszy ludzi w jakimś mieszkaniu i widzi uchylone drzwi. Wpada tam i bierze obecnych, którzy są potencjalnymi kandydatami na kupno tegoż mieszkania i właśnie mają spotkanie z agentką nieruchomości, na zakładników.
Najgorszy przestępca na świecie i najgorsi zakładnicy na tej ziemi. Brzmi komediowo, bo cała ta historia taką wydaje się być na pierwszy rzut oka. Ale na drugi… Na drugi wcale nią nie jest. Bo w tym mieszkaniu spotyka się cała paleta ludzi z przeszłością. I oni wszyscy będąc w swoistej niewoli zaczynają opowiadać swoje historie. Przy czym historie opowiadane w tym gronie są zgoła inne niż te opowiadane post factum na komendzie.
I te wszystkie historie w jakiś zupełnie nieoczekiwany sposób przeplatają się ze sobą. Niby wszystko przez przypadek. A jeśli przypadków nie ma na świecie? I jeśli jest tak, że każde nasze działanie nie pozostaje bez znaczenia i że każdym naszym działaniem mamy wpływ nie tylko na swoje życie, ale również życie innych?
Śmieszna i smutna. O nas, którzy wierząc w swoje nadzwyczajne moce zakładamy, że wszystko wiemy o drugim człowieku i jego motywach. Dlatego tak prosto nam oceniać. O nas, dla których drugi człowiek może być największym darem i największą porażką. O nas, próbujących sprowadzać wszystko do czarno- białego rozumowania, mimo, że mało jest na tym świecie jednoznaczności. O ludziach z niepokojem- takich jak my.
To moja druga książka pana Backmana po „Britt- Marie tu była” https://przyokazji.net/britt-marie-tu-byla-fredrik-backman/ Po raz kolejny jestem zauroczona. Biorąc pod uwagę, że napisał również książkę, która stała się inspiracją do nakręcenia filmu: „Mężczyzna imieniem Otto”, który to z kolei bardzo, ale to bardzo polecam, to myślę sobie, że ja z tym autorem zaprzyjaźnię się na dłużej.
Jest tylko jedno „ale”. Tej książki nie można „przelecieć”, bo za dużo w niej „mądrego”- napisanego całkiem normalnie. Bez wywodów filozoficznych. Ot tak- jakby trochę przypadkiem, sytuacyjnie. Czytając szybko, może nam zbyt wiele umknąć. A byłaby to ogromna strata….
