NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE, czyli jak morsem zostałam

Dzisiaj wcale nie zaczęło się dobrze. Bo kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, że jest pięknie, zimowo i nie ma wiatru. A ja bardzo liczyłam na to, że będzie. I najlepiej jeszcze, żeby była plucha i huragany i w ogóle. Bo wtedy mogłabym powiedzieć: „Przy takiej pogodzie?! Jak zwykle wszystko pogoda nam zepsuła!”. A tu cholera warunki idealne i przyjdzie mi pierwszy raz w moim życiu rozebrać się na takim zimnie i wejść do wody.

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że w moim życiu najbardziej nie cierpię dwóch rzeczy: zimna, przez co ciągle mi zimno i powinnam zapadać nawet w sen zimowy oraz wody, której się boję, nie pływam i staram się nie zamaczać latem wogóle. I stało się tak, że najpierw mąż rzucił: „A może spróbujemy pomorsować?”. Milczeniem to zbyłam, bo po co tracić energię na takie propozycje.

Potem kolega szanowny, z doświadczeniem niemałym, urabiał, tłumaczył, namawiał. I wracał do tematu z taką regularnością, że pomyślałam sobie: „Kurcze, no gościa się nie pozbędę”.  I mąż nadal pytał, czy może jednak? I w końcu kiedy zapytałam kilku osób, czy mają ochotę na wspólne morsowanie, wszystkie powiedziały: „Chcę, ale się boję”, albo: „E, to nie dla mnie, ja ciepełko lubię”. I na całe moje nieszczęście ówczesne/ a szczęście teraźniejsze znalazły się takie, które jednak postanowiły, że spróbują. I głupio było się wycofać.

I żeby było jasne: nie przemówił do mnie fakt, że morsowanie jest modne. Mam to w nosie. Cellulit też nie bardzo. A to, że kalorii mnóstwo stracę to już w ogóle. Już bardziej wierzyłam w to, że zdrowsza będę. A najbardziej jednak, że przeżyję coś, czego w ogóle nie mogę sobie wyobrazić i pokonam lęk, którego większość uwielbiająca kąpiele wodne i sporty zimowe chyba nigdy nie zrozumie. Tak innymi słowy, że pokonam siebie. I udowodnię coś tylko sobie. I doskonale wiem, że w kulisach rodzinka podbijała zakłady, że nie wejdę, ba nawet chyba, na którym etapie spasuję, ale cóż- to prawo tych, którzy znają nas najlepiej.

I co? I weszłam. A razem ze mną kilka osób, które z takim strachem jak ja patrzyły na śnieg i szarą wodę i usilnie próbowały odciąć mózg. A razem z nami kilka osób, które już doświadczone prowadziły jak za rękę, zrobiły trening i mówiły: „Jak wchodzisz, najważniejsze, żebyś się nie zatrzymała. Idziesz”. Dziękuję jednym i drugim, bo dobrze dzielić strach i równie dobrze odważać się przy tych, co to jego nie czują.

NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE. Trzeba tylko tego zapłonu, ciut odwagi, wyobraźni albo jej braku haha, energii od ludzi, którzy chcą dla nas dobrze i już świat zawojowany! I polecam to uczucie zadowolenia po wszystkim! I wewnętrzne przekonanie: „Ha, jednak mogę, potrafię, dałam radę”. Nie zapłacisz za nie żadnymi pieniędzmi.

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Amonim

    Super! Pozdrawiam!

  2. Alina

    To ja ,ta co stchórzyła, a właściwie nie do końca dobrze się czuła i wymówka jak się patrzy?Madziu jesteś niesamowita?odważna i tak umiesz cieszyć się życiem, jak mało kto. Podziwiam i gratuluję?

    1. Magda i Tomek

      Alinka, Ty tu nie podziwiaj, tylko buty neopronowe w Decathlonie zamawiaj! I chodź z nami w niedzielę:)

Dodaj komentarz