„Nie zważając na nic”- na zimową chandrę
Cztery siostry, bardzo różne i w różnych krańcach Europy. Do domu rodziców w Madrycie „ściąga” je śmierć matki. Muszą jeszcze chwilę pobyć razem, bo czekają na odczytanie testamentu. No i okazuje się, że spadku to one tak łatwo nie dostaną. Na tę okoliczność mama przed śmiercią nagrała filmik, który puszcza im adwokat, a w którym matka wyznaje, że każda z sióstr ma innego ojca i żadnym z nich nie jest ten gość, którego zawsze uznawały za tatę. Mało tego, o spadku mogą myśleć dopiero wtedy, kiedy znajdą swoich biologicznych tatusiów.
No i wyszła z tego taka odwrócona Mamma Mia. Tylko tam było trzech ojców jedna córka, tutaj liczby trochę inne.
To nie jest film, który nie da Wam spać po nocach, wręcz przeciwnie- uśmiechnięci i zrelaksowani pójdziecie spać bez większych przemyśleń. To jest film na jeden wieczór i dużo dłużej się go pewnie nie zapamięta. Ale czasami trzeba mieć pod ręką takie filmy. Tylko i wyłącznie dla przyjemności. Bo zobaczymy ładne kobiety, dobre aktorki, w tle usłyszymy fajną muzykę. A dla tych, którzy byli w Madrycie i siedzieli z kawą na Plaza Mayor- no cóż- trochę dłuższy ścisk żalu niektórych części ciała, że teraz to już nic nie można, a wtedy to był jednak jakiś inny, lepszy świat (serdecznie pozdrawiam całe towarzystwo:).
I tyle. Nie zważajcie na nic i obejrzyjcie dla czystego relaksu.
