Neapol 2014 – Wulkan i Pompeje

Idealny dzień. Idealnie wypełniony miejscami i wrażeniami, które zostaną na zawsze. Po kolei, bo najpierw refleksję mam. Zastanawiam się czy włoskie tematy mafijne mamy gdzieś zakodowane z tyłu głowy i doszukujemy się ich oznak wszędzie? Czy szukamy trochę sensacji? Staram się być bardzo daleka od takich poszukiwań, ale temat transportu na wulkan to musi jednak być jakiś temat mafijny. Czegoś takiego nie przeżyliśmy jeszcze nigdy. Turyści po prostu przekazywani są sobie z busa do busa. Jak jakieś paczki, które trzeba gdzieś dowieźć. Nikt tam z nikim nie komunikuje. Język migowy, nawet nie wysilają się, żeby powiedzieć o co chodzi. Gdyby nas wywieźli nawet nie wiedzielibyśmy, że to robią i kto to robi i od jakiego momentu nas wywożą. W międzyczasie zmiana kierowców i jakieś takie dziwne rzeczy.

Ale ostatecznie udało się i wysiedliśmy szczęśliwie w połowie drogi na krater. Wszystko zorganizowane jest tak, że podchodzi każdy swoim tempem i na własną rękę. Ale w punkcie wyjścia trzeba stawić się o określonej godzinie. I nikt na nikogo nie będzie czekał. Sama droga na wulkan nie jest trudna, raczej wszyscy bardzo chcą poczuć się jak to jest stać na brzegu dymiącego krateru. I cudownie jest stać i wpatrywać się dymiący środek tej wielkiej dziury i wyobrażać sobie, jaka to siła i potęga. To robi wrażenie.

Druga część dnia to Pompeje. Tutaj nie trzeba wiele opisywać. Tutaj trzeba patrzeć i uruchomić wyobraźnię. Jest wiele miejsc w Pompejach, które je podkręcają. Ale też przeżywamy takie momenty, które powodują, że do tej pory mamy ciarki. Koncert Marzeny w amfiteatrze na starożytnej scenie. To miejsce, ten dźwięk i to uczucie wyjątkowości chwili. Ehh- polecam bardzo.

Dodaj komentarz