Wyrzuty sumienia są okropne. Szczególnie jeśli wdzierają się do naszego życia z impetem i nie dają nam normalnie żyć. W takim stanie znajduje się Cass, która podczas ulewnej nocy wracała po imprezie „na skróty” przez las do domu. Widziała samochód i widziała siedzącą w nim kobietę, ale nie zatrzymała się, żeby zapytać, czy coś się stało. Następnego ranka dowiaduje się, że kobieta została brutalnie zamordowała. Zaczyna się seria dziwnych zdarzeń, którym towarzyszy ogromne poczucie winy przechodzące w współodpowiedzialność za śmierć. Głuche telefony, ciągłe uczucie, że czegoś nie wie, coś jej umyka lub coś bardzo się zdaje.
Thriller, w którym dopada nas napięcie, chociaż w środkowej części czasami nużący. Wiem, że to spowolnienie akcji też czemuś służy- ma pokazać jak drastycznie zmienia się stan Cass, jak tonie w pewnym momencie w szaleństwie, jak tabletki wyciszające wpędzają ją w „niebyt”. Mimo wszystko nie żyjąc w takim napięciu, nie jesteśmy w stanie do końca zrozumieć bohaterki i tłumaczymy sobie, że „ja to bym zrobiła inaczej”.
Książka, w której zadajemy sobie ciągle pytanie, komu można zaufać, a komu nie. I jak to bywa w tego typu książkach podejrzewamy wszystkich.
To moja druga książka tej autorki po „Za zamkniętymi drzwiami”. Nie umiem zeskalować, która lepsza.
Nie jest to Mount Everest kryminału, ale czyta się baaaaardzo szybko i z zainteresowaniem. Trochę mało emocji, jak na ten rodzaj literatury. Ale polecam i tak na dwa wieczory.
