Mozelskie wakacje Rieslingiem płynące. Część IV i ostatnia znad Mozeli…
Dziś takie trochę podsumowanie naszego pobytu nad Mozelą. Bo ileż można o tym pisać!. Nasz gospodarz twierdzi, że wycisnęliśmy prawie wszystko z tego, co można było tutaj przeżyć. Tak naprawdę moje opisy zawierają tylko skrawek urokliwości tych miejsc. Bo chodzenie po zamkach lub ruinach, małych urokliwym miasteczkach i widok Mozeli wijącej się pomiędzy winnicami jest wart wiele.
Jak wygląda życie codzienne nad Mozelą? Nasz gospodarz opowiadał nam o tym podczas degustacji win, którą zorganizował na winnicy dla wszystkich swoich gości. Z pozoru spokojne życie winiarzy dyktowane jest pogodą. W tym roku podczas dwóch dni upałów stracili ok. 20 % upraw. Dwa dni! Łagodnie potraktowały winnice przymrozki kwietniowe/majowe, ale te też potrafią narobić sporo strat.
Jest znaczna różnica pomiędzy winnicami na stokach, gdzie nasłonecznienie jest o wiele lepsze, a więc smak owoców także, a winoroślach na płaskim terenie. Ale stoki kosztują. Uprawa jest prawie dwa razy droższa. Kto może idzie w automatykę. Specjalne maszyny sadzą owocujące od 25 do 35 lat winogrona, spulchniają ziemię, obcinają liście, aby dać im dostęp do słońca. Maszyna to koszt o połowę niższy niż człowiek. A jednak bez niego też się nie obejdzie. Bo roślina roślinie nierówna. Jedna dojrzewa szybciej, inna zaatakowana jest przez szkodniki i trzeba ja szybko usunąć. A o jeszcze inną zadbać inaczej, bo inaczej się rozwinęła. Największym problemem winiarzy jest odpływ młodych ludzi, którzy winiarstwem niekoniecznie chcą się zajmować. Bo to nie jest łatwy zawód. Dlatego też winiarze zrzeszają się i pomagają sobie nawzajem. Co nie zmienia faktu, że ilości produkowanego wina są limitowane. Tak, aby każdy miał swoje miejsce na rynku. Kto nie uprawia winorośli, nie zajmuje się turystyką lub nie pracuje jako urzędnik, przemieszcza się do Koblencji, gdzie znajdzie pracę bez większych problemów.
W okresie, kiedy trwa sezon (kwiecień- październik) przyjeżdża na te tereny dwa razy tylu turystów ilu jest mieszkańców. Dlatego też infrastruktura turystyczna funkcjonuje świetnie. Po przybyciu każdy otrzymuję kartę gościa, dzięki której może przemieszczać się bezpłatnie do innych miejscowości autobusem bądź pociągami regionalnymi. Niezliczona ilość ścieżek rowerowych, wypożyczalnie rowerów w każdej miejscowości. Na promenadach przy rzece leżaki, hamaki, ławki, ławeczki. Niezniszczone, nie kradzione. Wiele projektów młodzieżowych, które mają na celu urozmaicić krajobraz nadrzeczny. I tak np. młodzież danej miejscowości zbiera się na weekend, każdy przynosi jakieś odpadki, które miałyby zostać wyrzucone i wspólnie robią instalacje przestrzenne, które potem stawiają na promenadzie z fajnym opisem. Idzie człowiek i z zaciekawieniem przygląda się takim pomysłom.
Dla tych, którzy jeszcze wątpią dodam, że w pobliżu jest kilka basenów i parków rozrywki, park linowy i wiele innych atrakcji dla małych i dużych. Każda z miejscowości organizuje też festyny weekendowe-święto winiarzy, święto wina. Jest więc na nich naturalnie OGROMNA ilość wina, Bratwursty, korowody pokazujące historię winiarstwa, podczas których wybiera się królową wina, a na zakończenie pozostający na długo w pamięci pokaz fajerwerków, który wybrzmiewa w dolinie mocniej niż zazwyczaj.
To już ostatni mozelski wpis. Mam nadzieję, że kogoś z Was zachęciłam do poznawania tych terenów. A my wyruszamy dalej. Tym razem odkrywać wielki świat. Tymczasem wznosimy kieliszki z Rieslingiem za Wasze zdrowie!










