Mozelskie wakacje 2019- od Trewiru do Koblencji

Mozelskie wakacje Rieslingiem płynące. Część III
Od Trewiru do Koblencji
 
Dwa miasta, których nie powinno się omijać zwiedzając „tereny mozelskie”- Trewir (Trier) oraz Koblencja. Różnią się od siebie wszystkim, ale w każdym z nich znajdziemy coś wyjątkowego.
 
Dostojny Trewir mieści w sobie dużo „naj”. Dzięki temu został wpisany na Listę Dziedzictwa UNESCO. NAJstarsze niemieckie miasto, założone przez Rzymian z NAJstarszą budowlą obronną będącą jednocześnie NAJwiększą bramą miejską na północ od Alp- Porta Nigra- oryginalna rzymska brama miejska. NAJstarszy kościół biskupi- Katedra Św. Piotra (IV wiek!) połączony z kościołem NMP, uważanym za drugą NAJstarszą w Niemczech świątynię gotycką. Bazylika Konstantyna- Cesarza Wielkiego, który wybudował tutaj pałac będący jednocześnie kościołem- NAJstarsza sala rzymska zachowana do dnia dzisiejszego. Termy Cesarskie, które nigdy jako termy nie służyły, bo cesarz przeniósł się do Konstantynopola. Służyły jednak za koszary gwardii cesarskiej i sąd. Amfiteatr (I/II wiek)- bez żadnego NAJ, ale za to mieszczący 20.000 widzów. I na sam koniec, ale z klasą- NAJstarszy most w Niemczech (45 r). Do dziś zachowało się pięć z dziewięciu oryginalnych rzymskich filarów. Historycznie rzecz ujmując to tyle. Poza tym wiele miejsc na dobrą kawę I fajny klimat.
 
Koblencja- inny kaliber niż Trewir. Masówka i komercja. Ale trzeba wyciągnąć dla siebie to, co tam najważniejsze. Bo to miejsce, gdzie Mozela wpływa do Renu tworząc tzw. Deutsches Eck- Niemiecki Róg. Kiedy dokładnie popatrzymy, zauważymy jak bardzo różnią się od siebie kolory obu rzek i w którym miejscu stykają się ze sobą. Poza tym to także miejsce spacerowe z ogromnym pomnikiem cesarza Wilhelma I. W górze króluje twierdza Ehrenbreitstein, na którą można dostać się wagonikami kolejki naziemnej. Tradycyjnie na tych terenach również uprawia się winorośl i produkuje znakomite wina i „Sekty”, czyli wina w rodzaju szampana. Najbardziej znaną marką jest Metternich. Skoro o Metternichu mowa, to ten wybitny dyplomata na dworze austriackim i animator Kongresu Wiedeńskiego urodził się w 1773 roku właśnie w Koblencji.
 
To wszystko widzieliśmy/wiedzieliśmy już podczas ostatniego pobytu tutaj, a teraz postanawiamy nadrobić to, czego nie przeżyliśmy wtedy- rejs po Renie. Płyniecie sobie stateczkiem wycieczkowym, a wokół nas co chwilę wyrasta zamek. Pięknie i urokliwie. Celem naszym było dopłynięcie do St. Goar i słynnej Loreley- skały na której siedziała syrena i wabiła swym śpiewem zasłuchanych żeglarzy. Kto zna wiersz Heinego wie, że dobrze się to dla nich nie kończyło, bo oczywiście się o nią rozbijali mi trafiali na dno Renu. I wszystko byłoby tak, jak zaplanowaliśmy, ale totalnie załamała się nam pogoda, więc wróciliśmy z rejsu w ulewie. Nie w deszczu, ale w prawdziwiej ulewie. Dlatego też tylko kilka zdjęć z tego pobytu, a reszta sprzed pięciu lat (Boże, jak nasze dzieci urosły!). Trzy ostatnie nie moje, bo takiej perspektywy złapać bym nie mogła…
 
Koblencja oferuje jeszcze dużo więcej. Namawiam- odkryjcie sami. Ale jako zachęta informacja, że co roku w drugi weekend sierpnia miasto zaprasza na „Rhein in Flammen”- Ren w płomieniach- ogromny pokaz fajerwerków transmitowany na żywo w telewizji, na który przybyło w tym roku tylko 50.000 ludzi, normalnie dwa razy więcej, bo pogoda niestety nie sprzyjała. Pokaz można też oglądać ze statków, które w niesamowitej ilości przypływają z wszystkich zakątków na całej długości Renu i Mozeli.

Dodaj komentarz