Mozelskie wakacje Rieslingiem płynące. Część II
Sielsko, anielsko niby nad tą Mozelą, kraina łagodności, wszyscy wypoczywają zapominając o wrażeniach ekstremalnych. My nie do końca, bo odkrywamy Calmont- najwyższą i najbardziej stromą winnicę Europy. W przewodniku same ostrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa podczas wchodzenia. Trasa, którą wybieramy, aby dostać się na górujące nad miejscowością Bremm na wysokości 300 metrów winnice, to ścieżka wspinaczkowa. Ma być trudno, trzeba mieć kondycję, nie można bać się wysokości. Czujemy się wyzwani. Z kondycją może być różnie, ale wyzwania lubimy.
Początek trasy to taki spacerek, przyjemnie i trochę pod górkę. No, a potem jest- hmmm ciekawie, co najmniej. Bo jak czytamy całą trasę obeszli alpiniści i zdecydowali, gdzie trzeba zamontować drabinki, gdzie przymocować liny i że bez nich się nie obejdzie. Cały trud wspinaczki wynagradzają nieziemskie widoki.
Dwa dni później, z odczuwalnymi zakwasami w udach (ups!), odkrywamy podobną trasę- krótszą, ale bardziej ekstremalną w miejscowości Zell.
W całej miejscowości rządzi czarny kot- Zeller Schwarze Katze. Jest na każdym murze i w każdej witrynie sklepowej, na każdej butelce wina. Czasami całkiem normalny, czasami od znacznym wpływem alkoholu… Historia czarnego kota ma 100 różnych wersji, więc upraszczając było to tak, że do miasteczka przyjechali handlarze z Holandii, którzy chcieli zakupić najlepsze wino z tego regionu. Nie łatwo im było zadecydować, które wyborne jest najbardziej, bo po pewnej ilości wypitego trunku wszystkie smakowały już doskonale, więc przełożyli podjęcie decyzji na następny dzień. Kiedy gospodarz podczas imprezy, która się z tego wywiązała, miał polać kolejny kieliszek wina na jedną z beczek skoczył czarny kot i łapą odepchnął jego rękę. Wszyscy uznali to za znak, że oto właśnie najlepszego wyboru dokonał za nich kot, który miał prawo stać się z tego powodu symbolem wszystkich dalszych poczynań Zellczyków.
Historia jakich wiele, ale marketingowo wykorzystana znakomicie.
Więc winnica na którą wchodzimy, a raczej wspinamy się, nie może nazywać się inaczej. Trasa krótka, ale treściwa. Dodajemy do pakietu zupełnie nowych, wartych powtórzenia przeżyć.

























