Film o OCZEKIWANIACH. W stosunku do kobiet w ich różnych życiowych rolach. Jo jest matką, żoną, kochanką, córką, opiekunką, nauczycielką, babcią. Znalazłoby się jeszcze trochę więcej jej ról, bo przecież jest np. dostawcą żywności dla rodziny, driverem męża…
Hmm dużo tego. I w każdej roli próbuje dać sobie radę. Wychodzi to różnie. Ale się stara.
Jako matka widzi, że jeden syn niesamodzielny, z partnerką i dzieckiem, które daje czadu, w jej mieszkaniu. Czekają tylko na jedno- na klucze do mieszkania babci. Drugi syn oderwany od rzeczywistości, w świecie wirtualnym, nie za bardzo kontaktuje z rodziną. Jako żona nosi spodnie często za męża, który nie nadąża, a po południu po prostu ucieka z domu. Kochanka- no cóż- jedyna odskocznia od codziennej szarości. W tej roli na pewno jej kolorowo i ciekawie.
Jako córka kocha matkę i chce ponad wszystko jej dobra, a opiekunką musi być, bo mama niestety z alzheimerem wymaga opieki już prawie całodziennej i niestety numery coraz większe wywija. Zawodowo jako nauczycielka ma do czynienia z wymagającą młodzieżą, która parodiuje i wytknie wszystko. A jako babcia ciągle marudzącego dziecka nawet, gdyby chciała jakoś pomóc, to raczej nie tego oczekuje się od niej. Klucze. Klucze do mieszkania babci- to jest cel syna i jego partnerki.
Same role wymagają od niej rezygnacji z siebie i swoich potrzeb. No może rola kochanki jest o tyle inna, że bierze pod uwagę, że jest człowiekiem samodzielnym/kobietą i ma swoje potrzeby- ciszy, azylu, odpoczynku, zmienności, radości, uśmiechu….
I właśnie ta potrzeba stanowi problem dla rodziny. Bo wychodzą z założenia, że mama powinna się dla nich wszystkich poświecić. Idą nawet dalej- powinna być wdzięczna. Chyba im i chyba wogóle.
Wystarczy. Resztę odkrywajcie sami, jeśli temat uważacie za interesujący. Dla mnie ten film był po prostu smutnie prawdziwy. Dobrze zagrany. I cholernie refleksyjny. I tyle. I aż tyle …
