„Miniaturzystka” Jessie Burton

Amsterdam, XVII wiek. Zaaranżowane małżeństwo 18-letniej Nelli z dużo starszym, bo 39- letnim Johannesem- bogatym kupcem handlującym cukrem. Johannes mieszka w pięknej kamienicy z siostrą i służbą. W zasadzie historia jakich wiele. Tylko, że kiedy Nella przekracza próg nowego domu nie wita jej mąż, a bardzo niezadowolona szwagierka. Nie ma nocy poślubnej, nie ma męża, a kiedy już się pojawia przywozi przedziwny prezent ślubny- miniaturkę domu wielkości szafy. Nie do końca tego Nella spodziewała się po mężu, ale mimo zdziwienia i niezrozumienia postanawia urządzić miniaturowy domek. Odnajduje miniaturzystę, u którego zamawia pierwsze maleńkie przedmioty na wyposażenie.

 Zachwycona kunsztem, oburzona faktem, że oprócz zamówionych dostaje w prezencie również inne, które zbyt mocno oddają rzeczywistość, w której się znajduje, postanawia więcej nie korzystać z usług artysty. Bardzo szybko dostrzega jednak, że zamówione figurki noszą znamiona przyszłości. Ktoś bacznie ją obserwuje, podsyła nowe elementy wyposażenia domku i odkrywa tajemnice dopiero mających nadejść wydarzeń. 

No to jesteśmy na stronie 90, a książka ma ponad 400. I nic już więcej nie napiszę. Kogo zachęciłam- niech czyta, kto tajemniczych klimatów i do bólu realistycznych opisów nie lubi, niech sobie daruje. 

Dodaj komentarz