Syn Claire umiera. Był chory na rzadką chorobę genetyczną. Claire nie może pogodzić się z jego śmiercią i do tego wie dokładnie jak duże jest zagrożenie, że kolejne dziecko też będzie nosiło w sobie wadliwy gen. Całkiem inne nastawienie ma jej mąż- który jako etyk głoszący publicznie swoje racje uważa, że powinniśmy brać to, co przynosi nam życie.
Kiedy sytuacja małżeńska staje już prawie na ostrzu noża Claire oznajmia mężowi, że zdecyduje się na drugie dziecko, ale tylko jeżeli będzie to in vitro i to w dodatku przeprowadzone przez lekarza, z którym spierał się medialnie, bo prowadzone przez niego badania na genach ingerują w naturę. Dla Clair zabieg ma zupełnie inne znaczenie niż dla jej męża. Dowiedziała się mianowicie, że lekarz przetestował już na zwierzętach możliwość wycięcia wadliwych genów z komórki jajowej jednej matki i zastąpienia ich prawidłowymi drugiej. Urodzone po takim „ulepszeniu” dziecko miałoby dwie matki i jednego ojca. O tym jednak nie może dowiedzieć się nikt poza matkami i lekarzem. Bo świat chyba nie jest jeszcze gotowy na takie eksperymenty.
Bardzo, bardzo dobry thriller. Czyta się błyskawicznie. Mutacje genetyczne, które mają miejsce w coraz większym wymiarze być może dopuszczają już takie rozwiązania. Mam wrażenie, że nie mówimy o fikcji, aczkolwiek fikcyjnym dla mnie językiem genetyki.
Bardzo polecam. Do „połknięcia” w dwa wieczory.
Mnie w całej książce jednak najbardziej ujęło jedno zdanie matki dorastającej córki, chyba bardzo mi bliskie, więc zacytuję:
„Zawsze mi się wydawało, że w byciu matką najtrudniejsze jest to, żeby cię chronić. Teraz widzę, że się myliłam. Najtrudniejsze jest odpuścić”.
