Co mają do siebie babskie wyjazdy? Pozostawiają piękny niedosyt. Za śmiechem, luzem, słońcem…. Wymieniać by można bez liku! Co mają do siebie Włochy? Pozostawiają piękny niedosyt haha. I myśli, jak to zrobić, żeby tu tak na stałe i do końca…. Co ma do siebie Apulia? No jak nie patrzeć pozostawia piękny niedosyt. Bo to taka część Włoch, która często pomijana jest na mapie lubiących podróże, a ma do zaoferowania ogrom przeżyć.
A było nas w tej Apulii 12. Trochę jak takie apostolczynie przy wspólnym stole przeżyć, a biorąc pod uwagę temperaturę ok. 30 stopni- to te przeżycia ciągle jeszcze iście wakacyjne.
Wszystkie kobitki w wieku pięknie dojrzałym, choć jeszcze na szczęście bez wielkich poprawek. Z jedynym problemem na wyjeździe: gdzie tu szybko i w takiej bab ilości zrobić siku. No może jeszcze gdzie dobrze zjeść, bo w końcu to Włochy, a ta kuchnia przecież zobowiązuje! No. I w zasadzie innych problemów brak.
Przed nadchodzącymi chłodami, jesiennym marazmem i perspektywą małej ilości słońca zapraszamy do Italii opisanej przez pryzmat miejsc, które dane nam było zobaczyć. Oczywiście, że podzielimy się ciepełkiem, widokami i smakami. I ogromem pozytywnych, choć czasem bardzo po włosku chaotycznych emocji. A wszystko to po to, aby nam zachować, a Was zachęcić.
Zaczynamy od Matery. Skalne miasto- miasto w skale. Inne niż to, co dotychczas kojarzyłyśmy z np. czeskim Skalnym Miastem. Teraz chluba, niegdyś hańba południowych Włoszech.
Chodźcie z nami szybciutko
Matera to już w zasadzie nie Apulia. To Bazylikata. Ale za to jako region sąsiadujący z Apulią ma w sobie coś, czego nie znajdziecie ot tak sobie w innych regionach. Ma miejsce, które jeszcze w 60 latach ubiegłego wieku było miejscem zapomnianym przez świat. Z chorobami, mieszkaniem w izbach ze zwierzętami hodowlanymi, brakiem wody, prądu, kanalizacji i umieralnością dzieci na poziomie 50℅.
Miejsce do którego cywilizacja dotarła tylko częściowo. Odkryła je pewna kobieta, która była tak przerażona tym, co zobaczyła, że postanowiła rozgłosić to wszędzie, gdzie tylko możliwe.
Bo czy dopuszczalne jest, aby kraj którego włodarze tak wielkie pieniądze wkładali w rozbudowę Rzymu, Neapolu i innych miejscowości, mogli aż tak bardzo zapomnieć, że jest miejsce, w którym ludzie żyją w wykutych w skale grotach? Bez zachowania jakichkolwiek przyzwoitych warunków życia?
Bez wielkiego koloryzowania- tak właśnie było. Co zrobił z tym rząd? Ano po wielkiej aferze wysiedlił ludzi w inne miejsce i kazał im żyć po nowemu. A jaskinie podłączył do turystycznej cywilizacji.
Po co jechać do Matery? Żeby wejść do groty urządzonej tak, jak zostawili ją mieszkańcy. Żeby nasycić się pięknem kamienia i ze zdziwieniem stwierdzić, że w XX wieku można było jeszcze ponad 20- stu tysiącom ludzi pozwolić tak żyć. Żeby popodziwiać okolice, wąwóz, przejść się wiszącym mostem i zajrzeć do skalnych kościółków. A wieczorem w pełnym zauroczeniu gapić się na oświetloną górę. I oczywiście mogłabym wymienić jeszcze kilkanaście takich „żeby”, ale to i tak na nic. Nie odda atmosfery tego miejsca nic tak bardzo, jak przeżycie go na żywo. Trochę to urokliwe miasteczko pokażą zdjęcia. Trochę. Reszta pozostanie w naszych serduchach. Urosły znacznie, aby pomieścić emocje.
Piszę to ze szczególnymi pozdrowieniami dla dwóch bardzo pozytywnych kobietek, których drogi przypadek lub los skrzyżował z naszymi- Eli i Andżeliki. To dzięki nim jedna część grupy- ta bardziej aktywna sportowo haha- mogła trochę oszukać- ale oczywiście pozytywnie- tę drugą.
Rozwiewając wątpliwości- na wiszącym moście nie byłyśmy, to nie trasa na sandały, ale zdjęcia mamy! I przez dłuższą chwilę miałyśmy również ogromne uznanie naszych koleżanek, że tam zeszłyśmy. Ale już nam to drobne oszustwo wybaczyły haha.
Co jeszcze pięknego jest w Materze? Kawiarnie w skałach, gdzie Aperol smakuje milion razy lepiej niż gdziekolwiek indziej. Małe restauracyjki z pysznym makaronem z pesto pistacjowym i magia wieczorów, kiedy widzisz to wszystko w innym świetle.
Matera to gotowy plan zdjęciowy dla filmów o przeszłości, ale i przyszłości. Niejeden artysta wykorzystał tą miejscowość pod swoje potrzeby. To właśnie tutaj Mel Gibson nakręcił „Pasję”, a za chwilę nowy Bond też się tam pojawi.
Skończę krótko: to był piękny dzień.





















