Panna Benson ma 46 lat. Żyje sobie w latach 50-tych ubiegłego wieku. W życiu przeszła już niemało, ale sumując wszystko- nudne to jej bytowanie i wcale niesatysfakcjonujące. Jest nauczycielką, bez charyzmy, niezbyt poważaną. W dodatku uczy panny, które jako przykładne gospodynie domowe powinny umieć zrobić wszystko w swoich wypielęgnowanych domach, szycia, gotowania i pieczenia. Czyli tego wszystkiego, czego sama nienawidzi.
I czasami tak jest, że impuls pcha nas do spełniania- wydawałoby się- nierealnych marzeń. Tak dzieje się też w tym przypadku. Pewna przykra sytuacja każe jej rzucić znienawidzoną pracę i zrobić w końcu to, o czym marzyła od dzieciństwa. Znaleźć złotego chrząszcza, którego kiedyś w książce pokazał jej tata. I żeby nie było- drogą przed domem to on nie chodzi.
Aby zrealizować swój plan, panna Benson musi wyruszyć na wyprawę na drugi koniec świata. Nie może wyruszyć sama. Pamiętajmy, że to nie czasy współczesne. Że nie wystarczy wsiąść do samolotu. Tutaj w grę wchodzi statek, hydroplan, zdezelowana ciężarówka i własne nogi- niestety często zbyt spuchnięte, żeby nimi poruszyć.
Pani Benson wie, że potrzebuje towarzysza/towarzyszki. Szuka i niestety nie za bardzo jest w czym wybierać. Ostatecznie zostaje nią dużo młodsza, atrakcyjna Enid Pretty. Całkowite jej przeciwieństwo. Bardziej już nie da się być inną.
I w tym momencie rozpoczyna się wędrówka obu pań ku spełnianiu marzeń jednej z nich, a zgodnie ze skrywaną potrzebą drugiej.
Piękna opowieść o drodze, to już wiadomo. Ale na pierwszy plan wysuwa się motyw przyjaźni kobiecej. Bezwzględnej, mimo, że początkowo warunkowej. Cudna, klimatyczna, z przymrużeniem oka. Z wielkim wezwaniem: „Szanujmy inność”, bo ta ubogaca nas samych i dodaje wartości całości naszych działań.

Rozumiem, że warto?
Warto …. wszystko
Warto przeczytać, warto szanować inność, warto mieć przyjaciółkę!