Magda nie ma szczęścia w życiu ni krzty. Wszystko albo ktoś za nią spieprzy, albo ona sama zawali. Z Dorotą łączy ją porąbany gość- mąż obu. Dorota po prostu dłużej znosi poniżenie i terror psychiczny porypańca. W pionie trzymają ją dzieci. I od pewnego krótkiego czasu marzenia, że coś może się zmienić.
Jakub traci kobietę w bezsensownym wypadku, zbiera się długo, ale dzięki Ali udaje mu się znowu żyć. We dwójkę do pewnego czasu, bo po pewnym doświadczeniu erotycznym, wie, że żeby była całość, potrzeba trochę więcej niż ich dwoje. Szuka, wariuje, próbuje i …
Chciałoby się powiedzieć- cała paleta zranionych ludzi. Znikąd się to nie wzięło. Ujście znajduje w całej książce.
Ja bardzo lubię pana Mossa. Lubię go przede wszystkim za „Pokaż mi”, za inne książki też, ale ostatniego poranka polubiłam go jeszcze bardziej za „Mroczne sekrety.
Pan Moss pozwala mi czuć się nudną (i celowo nie piszę normalną, bo to słowo oznacza dla każdego dokładnie coś innego). A ja nigdy taką być nie chciałam. Ale kiedy czytam o jego bohaterach z tymi czarnymi duszami, niezdrowym szaleństwem i pogubieniem w życiu, to jejku- jak mi dobrze w tym moim małym grajdołku, przez lata z tym samym facetem i dziećmi z typowymi problemami nastolatków.
Ja polecam bardzo tak ogólnie. Ale nie polecam za bardzo konserwatystom, bo opisy przeżyć erotycznych większego kalibru – hmm no cóż, powiem oględnie- są. I tym, którzy tylko literaturę piękną preferują- też nie polecam. Mogą się szybko zniesmaczyć.
A panu Marcelowi gratuluję!
