Malta 2019- Gozo

No to z wyspy na wyspę! Jedziemy, a w zasadzie płyniemy na Gozo! Wyspa jest oddalona o 6 km od Malty i zamieszkała przez ok. 40 tys. mieszkańców. Aby tam dotrzeć trzeba przepłynąć promem. Płaci się za prom tylko przy powrocie, bo ludziska wychodzą z założenia, że jak popłynąłeś, to kiedyś będziesz musiał wrócić haha.
 
Zdecydowaliśmy, że Gozo zwiedzimy autobusem hop on hop off. Idea polega na tym, że wsiadamy do autobusu, najlepiej na jego dach i autobus obwozi nas po całej wyspie. Przystaje w różnych miejscach, które warto zobaczyć, a my albo wysiadamy, oglądamy, używamy i wsiadamy do następnego, który przyjedzie za 45 min. lub kolejne 45 min. lub zostajemy i jedziemy dalej. Na blogach ktoś opisał, że bilet na autobus, który normalnie kosztuje 20 EUR kupił przed wypłynięciem promu za 10 EUR od przedstawiciela firmy, a na miejscu wszystko zadziałało. Wysiadamy z autobusu przed odprawą promową i jest!!! Stoi pan i opowiada nam o tej ofercie. Czystym polskim, bo to Polak od dłuższego czasu mieszkający na Malcie. Bilety zamiast 20 EUR tylko 10😊 Gdybym nie przeczytała, że ktoś już to przetestował, bałabym się, że to oszustwo. Zadziałało wszystko.
 
Po przypłynięciu wsiadamy od razu do autobusu. Każdy otrzymuje zestaw słuchawek i podczas jazdy odsłuchujemy wszystkie informacje po polsku. Fajnie, tylko wieje trochę. Ale dzielnie trwamy na dachu. Pierwsza część Gozo- ok. może być z dachu, nie trzeba wysiadać. Nie schodzimy na słynną Złotą Plażę, bo niestety spowita mgłą. Interesuje nas Dwejra. To miejsce, gdzie jeszcze 2 lata temu znajdowało się słynne Azure Window. Sztorm zniszczył niestety platformę. Wsiadamy w małe łódeczki i objeżdżamy skały. Jest przepięknie! Pan sterujący łódką zachęca nas, aby dotknąć błękitnej wody. I sama już nie wiem, czy robić zdjęcia, czy po prostu nie robić nic, tylko rejestrować w mózgu to, co mam przed sobą. Przejażdżka trwa jakieś 20 min. i kosztuje 4 EUR. 
Żadne pieniądze za taką atrakcję. I chciałoby się jeszcze więcej. A potem zostajemy jeszcze dobrą godzinkę w tym miejscu. A … I jeszcze nie napisałam nic o Grzybowej Skale- największym szwindlu, jaki Joannici zrobili na wyspie. Skałę porastała swego czasu bylina o fallicznym kształcie nazywanacynamonium szkarłatne (cokolwiek to znaczy), błędnie uważana za grzyb. Joannici sproszkowali ją i we fiolkach w darze zawozili na dwory królewskie, przekonując, że to najskuteczniejszy lek na impotencję. Pierwsza fiolka była za darmo, za kolejne trzeba było płacić. Pokażcie mi monarchę, który przyzna, że proszek nie działa… Chęć posiadania tego leku była tak ogromna (Boże, jakie oni ogromne mieli problemy!), że zaczęto wykradać bylinę zeskrabując ją ze skały. Przykróciło to zyski Zakonowi, więc postawiono straże w około. Za próbę kradzieży „grzybka maltańskiego” groziło więzienie lub galery, sama kradzież zaś karana była śmiercią. To musiały być zyski…
 
Niestety nachodzą chmury i nie ma takich widoków, jakie mogłyby być w pełnym słońcu, ale i tak jest pięknie.
Autobus podjeżdża punktualnie, wsiadamy i udajemy się do wioseczki rybackiej Xlendi, znanej z dużej ilości miejsc, gdzie można coś dobrze zjeść i fajnych widoków. Postanawiamy, że trochę pochodzimy po skałkach.
 
Ostatni etap to stolica Gozo- Viktoria zwana również Rabatem (cześć nazw miast powtarza się na Malcie i na Gozo). Nie będę pisała, że jest pięknie, bo nudno się robi od tego chwalenia okoliczności przyrody, napiszę tylko, że trzeba wejść na cytadelę i spojrzeć przed siebie. Uwierzcie, warto! Przed katedrą odkrywamy posąg naszego Papieża, który wyświęcał katedrę. Takich miejsc związanych z Janem Pawłem II jest na Malcie i Gozo więcej. Wiecie, że to bardzo katolicki kraj, w którym 95% mieszkańców deklaruje, że jest katolikami? Z tego, co udało mi się wyczytać, Maltańczycy inaczej pojmują wiarę- bo wiara tam łączy, a nie dzieli. Czyli tak, jak powinno być.
 
Oj szybko minął ten dzień…

Dodaj komentarz