Niejaka Alicja Grabska pracuje w nie za bardzo rokującej redakcji. A pracodawca widząc, że nie bardzo mu idzie ima się już wszystkiego. Przyjmuje niezłą kasę za testowanie i polecanie aplikacji- gry terenowej, która nakierowuje użytkownika do różnych dziwnych miejsc. No i właśnie Alicja ma tą aplikację poużywać sobie, a potem opisać tak, aby inni też chcieli. Rzecz w tym, że od samego początku trafia dzięki niej w miejsca, które jakoś wiążą się z jej życiem. Jakby ktoś tworzył aplikację pod nią. Testuje jednak dalej do momentu, kiedy w podanym miejscu natrafia na zwłoki kobiety. W tym momencie łączy siły z policją próbując rozwiązać zagadkę, która każe jej powracać do czasów młodości i spotykać osoby, które już miała ochotę nie spotkać, albo nawet nie zakodowała, że kiedykolwiek pojawiły się w jej życiu.
Dobra. Treść w skrócie jest. A wrażenia? Oj pod górkę mi było z tą opowieścią bardzo. Bo sięgając po kryminał czy thriller oczekuję napięcia, akcji, tajemnicy. Pierwsza połowa mnie wynudziła, ale też kazała się zastanowić, czy ja aby czytam rodzaj książki, do jakiego ją zakwalifikowano. Taki erotyk z tego się robił, ale bez ładnych opisów scen. Główna bohaterka była w nim główną bohaterką- dawała z siebie wszystko z wszystkimi i wszędzie. Rozumiem, że zagubiona, z przeszłością i w ogóle, ale jakoś tak nie mogłam zrozumieć, po co w thrillerze aż tyle niefajnego seksu.
A druga część? Lepsza, szybsza, bohaterka nadal z wszystkimi i wszędzie, ale już cała otoczka jakoś bardziej się spina. Męczyłam się trochę z tą książką, ale to tylko moje i moje odczucie. Nikomu nie odradzam, bo może akurat na wakacje potrzeba Wam takiej właśnie wielowątkowości w thrillerze😊
