Takim zwykłym, najzwyklejszym autobusem jedziemy sobie na drugą stronę wyspy. Piękna to wyprawa, bo nie trzeba się koncentrować na drodze, ale jednak nie da rady nie koncentrować się na krajobrazach, które mijamy. Autobus robi sobie przerwę w widokowych miejscach, więc jest czas, żeby popatrzeć bardziej. Porto Moniz znane jest z tego, że znajdują się tam naturalne baseny skalne. Ukształtowała je lawa, która zastygła w zimnej wodzie oceanicznej. I wygląda to przepięknie. Wieje, ale nic to. Niektórzy z naszych wycieczkowiczów nawet zażywają kąpieli.
Dlaczego warto? Dla tego co nas czeka w punkcie docelowym, ale również dla całej trasy, która oferuje takie widoki, że nie odda tego żadne zdjęcie. Nie wyobrażam sobie, jak bardzo zatłoczone musi to być miejsce w sezonie wysokim. W lutym jest spokojnie, ale jakże urokliwie.













Porto Monitz- nasz cel i – warte wyprawy, a sama podróż tym portugalskim „pekaesem” – niezapomniana. Kierowca – mistrz kierownicy i sympatyczny człowiek. Jak tylko się ożywialiśmy przy jakimś widoku, to zatrzymywał się na zdjęcie. Oj pojechałabym jeszcze raz dla widoków i lokalnego kolorytu, z tubylcami…