Łączna ich długość to 3100 km. Czyli chyba można powiedzieć, że Madera lewadami stoi. Levadas służą do transportu wody deszczowej z północy na południe wyspy. Pełnią jednakże jeszcze kilka innych ról- wspomagają uprawę winorośli i bananów, napędzają turbiny w elektrowniach wodnych, zaspokajając nawet kilkanaście procent zapotrzebowania Madery w energię elektryczną. Oplatają niemal całą Maderę. A wzdłuż lewad- mnóstwo tras trekkingowych. I takich na kilkuminutowy spacer i takich na kilka ładnych godzin wymagających niezłej kondycji.
Pierwsza z lewad zaprowadziła nas do Balcoes. Wyjazd busem na drugą stronę wyspy i główny cel naszej wyprawy- najpiękniejszy punkt widokowy na wyspie. Wyjeżdżamy- słońce, potem coraz mniej go, w końcu znika. Przy wejściu na lewadę leje już bardzo, ale w końcu po to tutaj przyjechaliśmy. I doszliśmy do celu: uchachani, przemoczeni doszczętnie. Nie było szans zobaczyć cokolwiek, nawet barierkę ochronną ledwo, ledwo. Ale oczami duszy…. Widzieliśmy wszystko. Hasło „Balcoes” wywoła na naszych twarzach już zawsze szczery uśmiech.
Druga lewada niektórym z nas dosłownie zaparła dech w piersiach i nie pozwoliła iść dalej. A dla niektórych była rewelacyjną przygodą. Na tej trasie było wszystko: ścieżynki na 30 cm szerokości nad urwiskami, konary, wodospady, tunele pod gałęziami drzew. Było miejscami niebezpiecznie, miejscami bardzo niebezpiecznie, miejscami idyllicznie, a ogólnie wymagająco i cudownie.
Cudowny, choć nieco wymagający dzień.















Balcoes – warto wrócić, by ten „najpiękniejszy widok na Maderę” zobaczyć. Tej drugiej „hardcorowej” lewady (Bom Sucesso) już nie ma; została zamknięta ze względu na niebezpieczeństwo i wypadki śmiertelne. Pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć (-;
Przy naszym kolejnym pobycie na Maderze Balcoes było łaskawe i dało się podziwiać widoki. Odkryłyśmy nowe lewady. A ile jeszcze przed nami…