Nasz pierwszy raz w Lublinie
Co mają do siebie pierwsze razy? Że mogą okazać się rozczarowaniem. Albo skończyć zachwytem. Ewentualnie stwierdzeniem: „Tyle szumu o nic!”. Pewnie są jakieś stany pośrednie, ale ograniczę się do tych trzech najważniejszych.
Zacznę od tego, że Lublin nas zachwycił. Tak po prostu. W głowach wizyta w tym mieście rodziła nam się od pewnego czasu. Z powodu… Chyba starego miasta najpierw. Bo jakoś tak na zdjęciach dostrzegliśmy taki kawałek Włoch. A to już klimaty, które zdecydowanie lubimy. A potem pojawił się temat Majdanka. Ile osób było w Majdanku? Jeśli już to my raczej do Oświęcimia jeździmy. A może rzeczywiście warto i Majdanek zobaczyć? A potem gdzieś natrafiliśmy na zdjęcie Kaplicy Trójcy Świętej. I wszystko stało się jasne. Nasz wyjazd rocznicowy, to będzie właśnie Lublin.
I tak sobie to wszystko, co udało nam się zobaczyć opiszę, żeby nam na starość nie uciekło. A przy okazji może zachęcę? Może ktoś nabierze ochotę na wyprawę w te regiony? Albo z sentymentem westchnie: „Jak mi tam dobrze było…” Albo stwierdzi: „E przesadzone jakieś to wszystko…” Wszystkie reakcje dozwolone. Zapraszamy do Lublina widzianego okiem turystów i niestety tylko z perspektywy przedłużonego weekendu, więc też trochę zakrzywionym
Zacznę może od tego, że powody dla których pojechaliśmy do Lublina całkiem słuszne były. Najpierw kilka słów o Starym Mieście odbieranym niejednokrotnie przez nas jako swoiste klimaty włoskie. Zdjęcia zadziałają tutaj najlepiej. Co widzą oczy od samego początku? Klimatyczne zabudowania, kolorowe kamienice, zaskakująco zagospodarowane albo niezagospodarowane podwórka. Ogrom rewelacyjnych knajp i restauracji, które w dodatku serwują pyszności (ani razu nie zawiedliśmy się!), wiele miejsc związanych ze sztuką- galerie, domy kultury, muzea.
A zabytki? A spójrzcie tylko na Zamek Królewski. W ogóle tak nie wiedząc, że to tam i że to on można sprzedać go jako miejsce orientalne. To w nim obradował sejm, kiedy podpisywano Unię Lubelską. Chodząc jego korytarzami, które przypominają to wydarzenie, dochodzimy do Kaplicy Trójcy Świętej- tu gdzie zachód spotyka się ze wschodem. Cała pomalowana malowidłami bizantyńsko- ruskimi. Piękna. I jak już tam wejdziemy, to trzeba też wspiąć się wyżej na donżon- wieżę, na której szczyt trzeba wejść po spiralnych- a jakże – schodach. Nagrodę dostajemy natychmiast- Lublin je nam z ręki
Wiele jest miejsc na Podwalu, które związane są z lubelskimi Żydami. Bo to tutaj znajdowała się dzielnica żydowska zamieniona podczas wojny w getto. Granica getta pozostała zaznaczona po dzień dzisiejszy, a ku upamiętnieniu smutnych wydarzeń cały czas nieustannie świeci w tym miejscu jedna z pozostałych przedwojennych latarni.
Co jeszcze warto zobaczyć? Wszystko. Warto wejść przez Bramę Grodzką, zatrzymać się na placu Po Farze, znaleźć Zaułek Hartwigów, wejść do Bazyliki, a nawet klasztoru ojców Dominikanów, Archikatedry i stojącej obok Wieży Trynitarskiej, aby w końcu znaleźć się przy Bramie Krakowskiej i spojrzeć na nowszą część miasta.
A co tak naprawdę warto? Tak naprawdę to warto nie zaliczać Starego Miasta, tylko je kosztować. Spokojnym krokiem, gubiąc się w uliczkach i przystając na kawę w różnych klimatycznych miejscach, np. „Między Słowami”- Księgarnio- kawiarni. Zjeść cebularza i skosztować „żydowskiego kawioru”- wątróbki w tymże cebularzu. Gapiąc się przed siebie i szukając punktów widokowych, żeby gapić się jeszcze dalej. Jeszcze intensywniej. Natrafić przypadkiem na kamień nieszczęścia i nie próbować go dotknąć. Właśnie te momenty w człowieku posiedzą sobie najdłużej.
No dobra. To teraz kilka słów o nowej części Lublina. Po pierwsze od Starego Rynku wchodzimy obok Ratusza Nowego na taką trochę łódzką Piotrowską. Długa ulica po obu stronach z atrakcyjnymi miejscami. A tak wogóle można zacząć obiadem w „Zielonym Talerzyku” https://www.zielonytalerzyk.com/. A kiedy dojdziemy do Placu Lubelskiego, to wieczorem zobaczyć obowiązkowo pokaz fontanny multimedialnej. Ogród Saski i coś, co nas rozwaliło na części pierwsze- Centrum Spotkania Kultur https://www.spotkaniakultur.com/ Rewelacja. Budynek na pięć pięter. Każde z nich w sobie coś ma. Tu kino- i to w dodatku moje ukochane z „Best” filmami (pan powiedział, że w piątek za darmo i że nas serdecznie zaprasza. Skorzystaliśmy). Kawałek dalej klub muzyczny, sale koncertowe, galerie sztuki, sala relaksu i wyciszenia, ule i klub pszczoły, kawiarnie, a nawet browar. Co za miejsce! A na dachu- trawka i punkt widokowy. To trzeba zobaczyć i przeżyć. Po prostu.
Po tej nowej stronie Lublina zostało jeszcze centrum handlowe ViVo. Nie żebym na zakupy tam pojechała. Czasu szkoda. Ale na dach trzeba wejść https://sztuka-krajobrazu.pl/4295/artykul/zielony-dach-galerii-handlowej-vivo-lublin?fbclid=IwAR3Y6M4JuS9O9RFCV26XtW_GPj9vbQDUQVq-72FTYgOrX5mVTEB1f3TdqvI . Trawka, leżaczki, kino plenerowe, plan zabaw i siłownia. I widok na Lublin. Świetne, świetne, świetne. Tak sobie myślę, że Lublin dachami stoi. Dużo jest takich miejsc, z których rozciąga się przepiękna panorama.
A teraz będzie o smutnej historii, która jednak się wydarzyła i każdy powinien ją znać. Obóz koncentracyjny i zagłady Majdanek. Położony niedaleko centrum i dworca, bo tak nie trzeba było organizować ekstra przewozów, można było ludzi pędzić na piechotę z wagonów. Jeden z najbardziej prymitywnych obozów, w których ludzie przechowywani byli jak bydło. Na początku w zamiarze swym obóz pracy, potem stał się obozem zagłady z wyrafinowanymi, różnorodnymi metodami uśmiercania: topienie w dołach kloacznych, wieszanie, cyklon B, fenol w serducho, bicie na śmierć. Więcej na stronie muzeum: https://www.majdanek.eu/pl Ponieważ razem z nami na Majdanku pojawiła się jeszcze jedna para, wzięliśmy sobie przewodnika na naszą czwórkę. Na osobę kosztowało nas to 25 PLN. Wizyta trwała 2,5 h.
I jeszcze taka refleksja, a w zasadzie dwie z tego miejsca. Po pierwsze dużo tam wycieczek z Izraela. My natrafiliśmy akurat na jakąś szkolną. Przewodnik powiedział nam, że największe ekscesy w tych miejscach niestety z udziałem młodych Żydów. Brak szacunku do tego miejsca przejawiający się np. załatwianiem potrzeb fizjologicznych pod barakami.
Druga sytuacja, niestety z udziałem już naszych rodaków- w łaźni, w której więźniowie najpierw wsadzani byli do wanien z lizolem, a potem stawiani pod natryski z wodą, która w ramach niesamowitej uciechy nadzorujących raz była do bólu zimna, raz do bólu gorąca, pan z rodziną i znajomymi w typie: „luzak bez refleksji”, ze śmiechem na ustach i głośno, żeby wszyscy słyszeli zawołał do naszego przewodnika: puść pan coś z tych rur, bo gorąco jakoś tutaj”. I śmiech był ogromny. Bez komentarza pozwólcie to pozostawię.
Gdzie nie byliśmy i musimy nadrobić? Na pewno Lubelska Trasa Podziemna https://teatrnn.pl/podziemia/ i Muzeum Wsi Lubelskiej https://skansen.lublin.pl/pl/ I pewnie jeszcze mnóstwo pomniejszych, ale to na następny raz.
I tyle na temat Lublina w różnych odsłonach: tej historycznej, tej nowoczesnej, tej smutnej i całkiem radosnej. Bardzo zachęcamy: przekonajcie się sami, czy też Was tak zauroczy. No piękna jest Polska! Mam nadzieję, ze przed nami jeszcze dużo, dużo odkryć
Ściskamy
Magda i Tomek

































































