Łódź 2019

Łódź fascynowała nas już od dawna. Bo na zdjęciach widzieliśmy to miasto w jego brzydkich i pięknych osłonach. Totalny misz- masz. Okazją do zwiedzania tego miejsca stał się koncert Il Divo. Mamy więc półtora dnia, cudownych towarzyszy i ciekawość ogromną. Oto nasze zasoby na start.

I zacznę nie od opisu, ale od wrażeń. My Łodzi nie doceniamy. A tam każdy znajdzie coś dla siebie. Bo jest i kulturalnie i industrialnie i nowocześnie i po staremu. I jeszcze sentymentalnie. Ale są też ruiny, zaniedbane budynki, brak pomysłu na sensowne zagospodarowanie niektórych miejsc i kicz. Cała paleta i cała oferta.

Łódź dla większości z nas to Manufaktura- centrum handlowo- rozrywkowe powstałe w budynkach fabryki Izraela Poznańskiego. Miejsce dla każdego, kto szuka różnorodności w sklepach i dobrego jedzonka albo deseru. To może powyższe w liczbach wyrażę. Budowę kompleksu ukończono w 2006 roku, wpakowano w niego ok. 270 milionów euro. 27 hektarów powierzchni i ponad 260 sklepów. Robi wrażenie, no nie? A do tego planetarium i centrum EC1.

Nie zatrzymujemy się tutaj dłużej niż to konieczne, żeby zapełnić żołądki głodne. Czeka na nas cała reszta Łodzi. Ale, żeby poznać i odczuć Łódź, trzeba wiedzieć co nie co o jej historii. O tym, że mieszkała  tutaj mieszanka narodowościowa: Polacy, Żydzi, Niemcy i Rosjanie. I każdy coś wniósł ze swojej kultury. Że była ostoją włókiennictwa, a osoby, które wywarły największe piętno na rozwoju miasta to rodziny Poznańskich, Scheiblerów i Geyerów. A wśród nich byli i ci lepsi i ci gorsi. Dużo opowie nam przecież „Ziemia Obiecana”.

Co trzeba w Łodzi?

Trzeba poczuć się jak żyli robotnicy. Jest takie miejsce, które zwie się Księży Młyn. To takie typowe- nietypowe osiedle  robotnicze. Nie przypadkowo w tym miejscu, bo obok znajdują się budynki należące do Karola Scheiblera. Właściciel dbając o swoich pracowników zapewnił im na osiedlu szkołę, remizę i szpital. To było wtedy. A dzisiaj? Widać, że wiele się dzieje w budynkach robotniczych, czytaliśmy nawet, że ludzie są przesiedlani w inne miejsca, budynki remontowane i będą wynajmowane. Natomiast budynek fabryki został przekształcony w kompleks mieszkalno-biurowy. I robi niesamowite wrażenie. W sam raz na niedługi spacerek. 

Trzeba zobaczyć i przejść się ulicą Piotrowską. Liczy sobie 4 km i w pewnym momencie ma się wrażenie, że nie kończy się nigdy. To takie swoiste miejsce spotkań, bo jako takiego rynku brak. Już na samej tej ulicy można spędzić cały dzionek. Można wchodzić do sklepów, muzeów, a można sobie przycupnąć na zewnątrz przy dobrej kawce i po prostu chłonąć atmosferę tego miejsca obserwując fasady budynków i  przemieszczających się ludzi. Trzeba  wejść do zaczarowanych podwórek- takich jak Pasaż Róży na przykład. To takie podwórko, w którym ściany budynków pokryte zostały maleńkimi, nieregularnymi kawałkami lusterek. A wszystko to jako obraz siatkówki oka. Z zamiarem artystki przekazania emocji towarzyszących procesowi zdrowienia jej córki „od niewidzenia do widzenia”. Warto tam być, kiedy zachodzi słońce.

I trzeba zatrzymać się w czasie na Placu Wolności z pomnikiem Tadeusza Kościuszki na środku. Czujemy się jak w czasach głębokiego komunizmu. Tutaj znajduje się też wejście do Muzeum Kanału „Dętka”, które kanałami pokazuje nam drugą odsłonę historii Łodzi.

Trzeba poszukać murali. Zresztą długo szukać nie trzeba, bo są wszędzie i przykuwają wzrok na dłużej. Tematyka różnorodna, zdolności artystów niewątpliwe.

No i trzeba jeszcze przybić piątkę Misiowi Uszatkowi. Bo Łódź to miasto filmów. Można zwiedzić kultową Wytwórnię Filmów Fabularnych, aby przekonać się, jak wiele filmów powstało właśnie tam.

Powiem tak- mało nam Łodzi. I wrócimy. Na pewno. Kiedy tylko się da.

Dodaj komentarz