Nie jest to Mont Everest kryminału, ale całkiem przyjemne czytanie. Udany debiut literacki. Plus za okładkę, za tytuł i dwutorową akcję, która pozwala nam wracać do wydarzeń sprzed trzydziestu lat i szukać ich sensu w roku 2016.
Grupa nastolatków z typowymi dla ich wieku problemami, z którymi pewnie daliby sobie radę bez wielkiego wysiłku i takimi, na które jako dzieci nigdy nie powinni się natknąć. A muszą je jakoś przepracować. Śmierć, której nie powinni odkryć w taki sposób i zachowania dorosłych, które nie powinny obarczać dzieci. To rok 1986.
Dorośli ludzie po czterdziestce obarczeni zdarzeniami z przeszłości, którą teoretycznie zamknęli, a praktycznie ciągle do niej wracają. Ludzie, którzy zweryfikowali słowo „przyjaźń” i „zaufanie”. To rok 2016.
Książka pokazuje jak bardzo przeżycia dzieciństwa pozostają w nas i odzywają się w różnych okolicznościach, kiedy jesteśmy dorośli. Jeśli są pozytywne, to fajny powrót do przeszłości. Jeśli negatywne, całe życie wywołują koszmary. I o nich też jest w tej książce.
Nie wciąga może od pierwszych stron, ale po kilkudziesięciu sami próbujemy rozwikłać zagadkę.
Myślę, że nie zmarnowałam dwóch wieczorów.
