Pewnie, że słyszałam o słynnej „Enigmie” i o tym, że dzięki między innymi Polakom i ich wytężonym mózgom udało się złamać niejeden kod w Anglii. I zburzyć częściowo inwazyjne plany Niemców. I skrócić wojnę podobno o dwa lata. Dużo więcej na ten temat nie wiem. A już o roli, jaką w tym całym procederze odegrały kobiety- w ogóle.
Więc jeśli ktoś miałby opisać, co działo się w Bletchley Park – tajnym ośrodku z tysiącami osób (mówi się o 8-10 tyś. pracowników) zaangażowanych w łamanie szyfrów podczas drugiej wojny światowej, nie na zasadzie reportażu, ale jako opowieść fabularyzowaną opartą na faktach, to nie zrobi tego nikt lepiej niż Kate Quinn. Czytałam już „Sieć Alice” tej autorki, więc mniej więcej wiedziałam, czego można się spodziewać.
Do brzegu więc: trzy młode kobiety- skrajnie różne. Osla- wyższe sfery, książę przez chwilę nawet prawie narzeczony, elegancja i w ogóle och. Mab- ta wysoka i niezbyt zamożna, często wyniosła. I Beth uwolniona od toksycznej mamusi. Co je łączy? Po pierwsze przyjaźń, bo w takich trudnych czasach, pracując w tak ogromnym napięciu, każdy szuka drugiego sprzyjającego mu człowieka. Po drugie tajemnica, bo nawet między sobą nie mogły rozmawiać o tym, co odkryły pracując w Bletchey Park. A w tym wszystkim jeszcze chęć wyrwania się z codziennej trudnej pracy i poimprezowania. Taki work life balance przekładając na nasze haha.
Nie sposób nie polubić wszystkich trzech. Bo choć każda z nich inna, to wszystkie są charakterne, ambitne i doskonale wiedzą, czego chcą. To tyle o pierwszej warstwie książki. Bo jest jeszcze druga- ta powojenna. I życie trzech kobiet obarczonych wydarzeniami wojennymi. I tajemnicami, które nadal obowiązują.
600 stron. Dobrze napisanych stron. Chyba jednak bardziej napisanych dla kobiet niż mężczyzn. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że małżonkowie powojenni utrzymując w tajemnicy fakt, że pracowali w ośrodku łamania szyfrów, nie zdradzili się nawet przed sobą. Nie wiedziałam, że praca kryptologów często prowadziła ich do ośrodków dla psychicznie chorych. A tam poddawano ich zabiegowi labotomii. Ot przecięcie nerwów w mózgu i już spokój z delikwentem. Uczył się jeść i sikać świadomie przez kolejne lata, a nie zajmował sobie głowy tajemnicami i szpiegami. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że kobiety pracując nad szyframi równie ciężko jak mężczyźni i tak były traktowane jak ludzie drugiej kategorii. Więc musiały zarabiać mniej. Z wielu rzeczy przedstawionych w tej książce nie zdawałam sobie sprawy. I fajne jest to, że autorka na końcu bardzo konkretnie podsumowuje, co było prawdą, co inspiracją, a co fikcją.
Do czego mnie namówiła ta książka? Do tego, żeby lepiej poznać ośrodek i jego historię. Trochę materiałów już sobie poczytałam. Takie impulsy to ja bardzo lubię. Fajnie byłoby zobaczyć ekranizację tej historii.
