Kampania 2018- II Babski Wylot

Dzień I- Neapol
Spotykamy się po roku. Jest nas dziesięć, a do dyspozycji TYLKO DLA SIEBIE mamy 5 dni, które zamierzamy spędzić całkiem wesoło. No poszerzyć horyzonty intelektualne i poznawcze też trochę zamierzamy…
Tak więc jesteśmy w Neapolu w piątkowe wczesne popołudnie. Po wyjściu z Alibusa na stacji centralnej wszystkich ogarnia przerażenie. Po pierwsze hałas- wszyscy trąbią i krzyczą na wszystkich. Po drugie tzw. „podejrzany element” w ilości przeważającej wszystkie inne osoby. Po trzecie brud, sypiące się kamienice, zaśmiecone zaułki, ścisk. Na każdym kroku jakieś stragany, każdy próbuje coś sprzedać. Człowiek ma wrażenie, że samochody tylko czekają na to, by móc go potrącić, a skutery, by przejechać mu po stopach. Zielone światło nie ma wielkiego znaczenia, zresztą i tak większość parkuje na pasach.
Podobno pierwszego dnia Neapol się nienawidzi, drugiego nie lubi, trzeciego może w sumie być, czwartego- pomyka się środkiem ronda nie czując zagrożenia ze strony kierowców, którzy jednak są w stanie ustąpić nie mniej od nich zawziętym pieszym, myśląc przy tym: „Chyba się przyzwyczajam”.
My jesteśmy na pierwszym etapie odkrywania tego miasta. Chaos totalny- to chyba najlepsze określenie zbierające nasze wrażenia w tamtym momencie. Teraz po powrocie już wiem, że ten chaos to po prostu inna forma porządku:)
Po dotarciu do hotelu wyruszamy na miasto. W Neapolu jest podobno najlepsza pizza na świecie, a nasze żołądki przypominają nam o sobie. Jest oczywiście kilka miejsc, które ją oferują, trzeba jednak dotrzeć do miejsca, w którym Julia Roberts jadła pizzę w filmie „Jedz, módl się i kochaj”, bo ta podobno jest bezkonkurencyjna- L’Antica Pizzeria da Michele. Co trzeba wiedzieć o tym miejscu? Że zawsze będzie tam tłum ludzi czekających po dwie godziny na wejście do środka. Postanawiamy jednak nie czekać i zaryzykować w lokalu na przeciw słynnej pizzerii. I jest bardzo po włosku- dobra pizza, na początku niezadowolony kelner, który okazuje się bardzo przyzwoitym gościem i wcale nie wysokie ceny.
Co trzeba wiedzieć o samej pizzy neapolitańskiej? Mozzarella używana do niej pochodzi z mleka bawolic, pizza jest cienka, a spód bardziej przypomina naleśnik niż znane nam spody. Pomidory te najlepsze, piec ją trzeba ok. 1,5 min. Niby zwykły placek- a jak tu go nie kochać:)
Posilone kierujemy się ku stacji metra Toledo. To najbardziej znana stacja metra w Neapolu, która wchodzi w skład projektu „Stacje sztuki”. Brzmi ambitnie? Założenie jest takie, aby część stacji zamienić w otwarte galerie sztuki. Dotychczas na stacjach dwóch linii zamieszczono dzieła 100 autorów. Zjeżdżamy 50 metrów w dół. Motyw przewodni tej stacji to woda i światło. Pozostawia wrażenie. Po wyjściu z metra napotykamy, podobnie jak w wielu innych miejscach na karabinierów. Ponieważ nie radzono sobie z mafią, na ulice wysłano 400 żołnierzy, którzy patrolują miasto. Przystojni, albo bardzo przystojni oni są:)
Po zobaczeniu nasze kroki kierujemy do typowych uliczek włoskich uliczek, gdzie przez okna podglądamy siedzące przy stole kuchennym zakrytym ceratą rodziny oglądające telewizor. Całe życie toczy się właśnie tam. Miejscami trudno przejść chodnikiem, bo stoją na nim suszarki z praniem, trudno dostrzec urok kamienicy, bo wisi pranie. Po ilości rozwieszonego prania można śmiało stwierdzić, że Włosi są najczystszym narodem na świecie:).
Mijamy kapliczki, ołtarzyki, krzyże. Duża część z nich żyje. Znajdują się tam zdjęcia zmarłych, zamieszkujących kamienice, pod nimi kwiatki, jakieś ozdoby, jakiś święty, a jeśli zmarły nie miał zdjęcia profilowego, a często nie miał, to pokazuje się go w kąpielówkach na plaży na przykład. Ktoś sadzi kwiatki, zapala świece, wymienia je. Trochę jak rodzinne grobowce w innym wydaniu…
Jest już ciemno, nasze kroki kierujemy więc w stronę zamku Sant Elmo, aby zobaczyć Neapol z najpiękniejszego punktu widokowego. Zamek jest na górze. Można nań wejść, a można wjechać funikularem. Wybieramy drugą opcję. Włosi chyba nas lubią, bo pan otwiera nam bramkę i nich chce od nas biletu…
Na górze jest pięknie. Neapol oświetlony i widziany z góry robi wrażenie. Jednak ciemności i wysokości dużo skrywają. Kończymy pierwszy dzień z bardzo mieszanymi uczuciami co do tego miasta.

Dodaj komentarz