Nasz dzień przepełniony historią (Wezuwiusz/Pompeje) zakończył się bardzo późno. Po powrocie do Neapolu postanowiłyśmy zjeść kolację w jednej z najbardziej polecanych trattorii w mieście. Było cudownie i błogo i smacznie tyle tylko, że zamknęli nam metro. Pociąg, który miał jechać w pobliże naszego hotelu też jechał bardzo długo i nie dojechał, mimo zapewnień „włoskich ludzi”, że za chwilę będzie. Podeszłyśmy więc baaaardzo długi kawałek zwiedzając przy okazji Neapol nocą, który okazał się całkiem niczego sobie. I wreszcie na naszej drodze stanął przystanek autobusowy. Krótkie spojrzenie na rozkład jazdy i już było wiadomo, że nic z niego nie wynika. Ludzie jednak stali i czekali. Zostałyśmy zapewnione, że autobus pojedzie na pewno, mało tego, że nawet za nocny nie musimy płacić. Że Papież był ok, Wałęsa też i że kochają Polaków. Mimo wszystko autobus nie przyjechał. Doszłyśmy do wniosku, że wracamy jednak na piechotę. To był dłuuugi spacer, więc i noc krótka była.
Trzeciego dnia naszej wyprawy pozwoliłyśmy sobie więc na trochę dłuższy sen. Kiedy o tym piszę, wydaje mi się, że sen nie opuścił nas jednak do końca dnia. Nasze przeżycia niedzielne to bajka- świat tak ładny i obrazkowy, że tylko wzdychać i wzdychać i zachwycać się jeszcze bardziej.
Wyruszamy znanym już pociągiem, który tym razem jest punktualny i wcale nie przepełniony do Sorrento. Tam kupujemy bilet na 24 godziny na przejazdy po całym Wybrzeżu Amalfitańskim. Trzeba usiąść po prawej stronie, żeby czerpać z tej podróży pełnymi garściami. Udaje nam się
Podróż do Amalfi, które jest naszym celem na dzisiaj trwa 1,5 h. Jedziemy drogą Strada Statale 163- mrożącą krew w żyłach jedną z piękniejszych dróg na świecie.
Droga wiedzie wzdłuż wybrzeża. Kierowca mknie z taką wprawą po takich zakrętach i nad takimi przepaściami, że słowo „o Boże” wypowiedziane zostało chyba we wszystkich językach świata i słychać było tylko jak głośno opadające emocje uderzają o podłogę autobusu. Widoki nieziemskie, wszyscy próbują robić zdjęcia i kręcić filmiki. Na początku bardzo się człowiek stresuje widząc jak autobusy mijają się na zakrętach na których nie da się minąć, potem jednak zwyciężają krajobrazy. Po przyjeździe do Amalfi ludziska biją brawo kierowcy…
Myślę, że w tym miejscu nie trzeba nic opisywać. Wystarczą zdjęcia











