Kampania 2018- Wezuwiusz i Pompeje

Ambitne, historyczne plany są, ale drugi dzień naszego pobytu postanawiamy zacząć od przyziemia- chcemy zobaczyć jak wygląda targ neapolitański. I czy będzie klimatycznie tak, jak opisują to przewodniki. I owszem- jest bardzo po włosku- brudno, głośno, a jak ryba upadnie na ziemię, to się ją podniesie i dołoży do innych i wszyscy zadowoleni. Zwiedzanie nie zajmuje nam więc dużo czasu.
Nasze kroki kierujemy do kas na dworcu, aby kupić bilety na pociąg, który dowiezie nas do miejsca wyjazdu na wulkan. Pani w kasie nie chce wydawać reszty, więc trzeba dać odliczone, bo opierdziel- na szczęście po włosku. Bilety zakupione. Z emocjami niemałymi czekamy na peronie na pociąg, który zgodnie z informacją za moment odjeżdża. Czekamy i czekamy i coraz więcej nas czeka, a informacja ciągle taka sama. W końcu przyjeżdża, kiedy ludzie już nie mieszczą się na peronie. Może to jest wyznacznikiem odjazdów? Przyjeżdża prawie pełny, a trzeba jeszcze upchnąć ludzi z peronu- sceny dantejskie. Wchodzą wszyscy. W środku masakra, jakich mało. Przejmują się tylko turyści. Udaje nam się wydostać na właściwej stacji. Uważamy to zgodnie za sukces.
 
Wulkan widoczny jest z prawie każdego miejsca w Neapolu. Żeby na nim postać, jedzie się specjalnym autobusem. Dostajemy informację, że niestety możemy dojechać tylko do przystanku na którym zatrzymują się autobusy. Dalej droga, którą powinnyśmy przebyć na sam szczyt, jest niestety zamknięta po zniszczeniach spowodowanych przez ulewne deszcze. Jedziemy krętą drogą, na piękniejszych punktach widokowych kierowca zatrzymuje się i mówi nam co widzimy. Droga ciekawa, ale to niestety zbyt mało na taką wyprawę. Celem powinien być krater, a nie stoiska w połowie drogi. Trudno. Nic nie zrobimy.
 
Dlaczego ten wulkan jest taki ważny? Bo 24 sierpnia 79 roku zatrzymał historię Pompejów i Herkulanum na 1700 lat. Wulkan wybuchł niespodziewanie. Kilkadziesiąt sekund po eksplozji na miasta spadły rozżarzone do czerwoności głazy, które uderzając z wysokości kilku kilometrów zabijały ludzi. Potem zaczął sypać się z nieba popiół wulkaniczny, a temperatura podniosła się do 600 stopni Celsjusza. Siedemnaście wieków później w 1748 roku rozpoczęto odkrywać zalane przez Wezuwiusza miasto. Na miejscu znaleziono dotychczas 2000 ciał. Według szacunków do odkrycia pozostaje jeszcze 30% terenu.
 
Wezuwiusz pozostaje czynnym wulkanem, z jego wnętrza cały czas wydobywają się obłoki dymu. A u stóp leży Neapol z 1,5 mln mieszkańców. Wybuch byłby katastrofą. Ostatni raz wulkan wybuchł w 1944 roku. Zdaniem naukowców kolejny wybuch to kwestia czasu.
Tak więc uzbrojone w taką wiedzę udajemy się trochę mniej przepełnionym pociągiem- już bez sprawdzania godziny odjazdu- do Pompejów.
Miasto to rzeczywiście przestało istnieć, ale tylko w sensie istnień ludzkich. Budynki, infrastruktura miejska, detale architektoniczne zachowały się w znakomitym stanie pod 6- metrową warstwą odłamków skał, popiołów i zastygłą lawą.
Eksplozja była tak niespodziewana, że zatrzymała w czasie ludzkie życia zastygłe w przedziwnych pozycjach. Przez wieki szczątki ofiar uległy naturalnemu rozkładowi, pozostawiając po sobie pustą przestrzeń wewnątrz popiołu, ziemi i kamieni. Archeolodzy wpuścili do zastygłej luki płynny gips i w ten sposób utworzyli odlewy ciał, które kiedyś się tam znajdowały- świadectwo straszliwej historii. Odlewy można zobaczyć i w Pompejach i w Muzeum Archeologicznym.
 
Cały teren Pompejów podzielony jest na dzielnice, które odgrywały swoje specyficzne role- jest przestrzeń publiczna z ladami, sklepami, jadłodajniami, łaźniami. Przestrzeń kulturalna z teatrami, areną walk gladiatorów, przestrzeń willowa, religijna i dom publiczny. I to wszystko w czasie, kiedy my jeszcze prawie na drzewach byliśmy…
 
Co z ciekawostek?
Zasada poruszania się po ulicach Pompejów była bardzo podobna do tego, co znamy dzisiaj. Zwiedzając Pompeje odkrywamy wystające ponad poziom ulic głazy- przejścia dla pieszych, a przy okazji progi zwalniające. Tak ułożone głazy nie blokowały ruchu koniom z wozami, ale zmuszały je do zwolnienia tempa.
 
W Pompejach znajduje się najstarszy istniejący teatr na świecie . Był w stanie pomieścić 20 tys. osób, tak więc na widowiska przyjeżdżali również ludzie spoza Pompejów. No i dochodziło regularnie do burd pomiędzy widownią pochodzącą z różnych miejscowości… Amfiteatr znajduje się na obrzeżach, aby walki „kiboli” nie zakłócały spokoju mieszkańców:)
 
W Pompejach było kilka domów publicznych. Usługi kosztowały równowartość od dwóch do czterech lampek wina, a nierząd uprawiano powszechnie. Lunapar to jeden z tych przybytków- cztery pokoiki o powierzchni 3 m kw, w każdym kamienne łoże, stosowne malowidła pobudzające na ścianach, oddzielone zasłonką. Na pięterku mieszkanie właściciela. Hmmm musiało się tam dziać…
 
Gratuluję wszystkim, którzy dotrwali do tego momentu:)

Dodaj komentarz