Jojo Moyes „Pod osłoną deszczu”

Babcia, matka i córka- trzy pokolenia. Gdzieś im tak jakoś daleko do siebie w jakiej konfiguracji nie patrzeć. W pewnym momencie jakby coś zaniedbały. A autorka wymyśliła sobie, że zrobi klamrę z tych najmniej ze sobą związanych i wysyła wnuczkę- zbuntowaną nowoczesną nastolatkę, nastawioną przede wszystkim na walkę o swobody wszelakie dla siebie i brak obowiązków do babci, która nie dość, że dziwaczka ceniąca konie bardziej niż ludzi, to jeszcze chyba specjalnie wnuczką niezainteresowana. Gdzie w tym wszystkim mama? No jest. Tylko sama się musi poskładać, bo ani ze sobą, ani z bliskimi rady sobie nie daje.

Tak więc najmłodsze pokolenie trafia z wielkiego miasta na zadupie do ludzi jakoś inaczej uszytych i burzy spokój i porządek domu z zasadami, w którym nie jest łatwo, bo jest chory, stary dziadek i babcia, o której wspominałam, zajęta sobą i końmi. A żyć muszą pod jednym dachem. Mama pojawi się nieco później i wejdzie „na gotowe”, ale sama nie gotowa.

Jakkolwiek to brzmi, więcej nie zdradzę. Typowy obyczaj. Mógłby być miejscami trochę krótszy. Dla tych, co to Moyes lubią i jej obyczaje- pewnie się spodoba. Dla tych, którzy stawiają na prędkość, akcję i bardzo odkrywcze historie- to nie ta książka. Czytałam długo. Czy zostanie we mnie na dłużej? Raczej to taka letnia lektura. Przeczytać i już po sprawie!

Ocena:
6/10

Dodaj komentarz