Sławny aktor niemiecki (Daniel Brühl) ma wszystko. Piękną żonę, rewelacyjny apartament, dwójkę dzieci i opiekunkę. Gra w wielu produkcjach, ale oto właśnie dostaje szansę zagrania w czymś naprawdę wielkim. Poza krajem. Dokładnie nie wie, co to, bo informacje szczątkowe, ale wie, że to jest właśnie ten dzień, który ma okazać się dla niego przełomowym. W planie lot na casting do Londynu. Ponieważ ma jeszcze trochę czasu, w drodze na lotnisko zatrzymuje się w knajpce na rogu- starej z tradycjami „Jak u mamy”. No można poczuć się swojsko, bo niby wszystko znane, właścicielka z uśmiechem wita i hołubi w każdym zdaniu, panuje ogólny spokój, a jedynym gościem jest ten starszy przy stoliku naprzeciwko.
I tak „z głupia franca” facet ten zaczyna rozmowę ze słynnym bądź co bądź aktorem. Ten oczywiście przygotowany jest na zachwyt, a okazuje się, że dostaje po papie. Nie dość, że nieznajomy zna dogłębnie jego filmy, to jeszcze krytykuje tak celnie, że aktor nie znajduje argumentów, żeby prowadzić tą dyskusję.
Robi się bardzo niekomfortowo. I nasza gwiazda chce już wyjść i uciąć tą pogawędkę, kiedy nieznajomy gość zaczyna zarzucać go faktami z jego życia. O części z nich sam nie miał pojęcia. Siedzi, wychodzi, wraca, „pulta się” w niedowierzaniu, oburzeniu i niepewności”. A gościu wyciąga coraz poważniejsze działa. Okazuje się, że jest jego sąsiadem, którego nigdy nie zauważył, a który tak bardzo żyje sobie obok niego. Nie- chyba raczej żyje jego życiem.
Nie jest to na pewno film dla każdego. Oparty na dwóch aktorach i jednym pomieszczeniu, w którym robi się bardzo szybko zbyt duszno. W tle dialogów wybrzmiewają te, których kontekst posadowiony głębiej w Berlinie, w historii Niemiec, w szczególności NRD. Wyłapią ci widzowie, którzy znają trochę te tematy.
Na koniec pozostaje mi tylko zaapelować- zaobserwuj sąsiada swego. Nie wiesz, jak głęboko już siedzi w Twoim życiu. I ile Ci w nim namiesza. Gratulacje dla tłumacza tytułu. Pięknie oddał istotę filmu.
