Toskania 2023- Florencja, czyli przebrnąć przez genitalia Dejwida

Problem Florencji polega na tym, że jest piękna, ale to piękno nie jest widoczne ot tak od razu. Bo na pierwszym planie wszędzie tłumy, potem zapach skóry, i na równi z nim Dawid- czyli najsłynniejszy posąg Florencji, biedny, najczęściej pokazany od połowy w dół na fartuchach, widokówkach, kubkach, czapkach, koszulkach, figurkach. Masakara. Ileż można biednego Dawida narażać na takie obnażanie…

A tak na poważnie- we Florencji fajne jest to, że logistycznie wszędzie można w najważniejsze miejsca dostać się na własnych nogach. Odległości żadne. Jeśli więc zaczniemy od słynnej katedry Matki Boskiej od Kwiatów- ogromu pokrytego biało- zielono- różowym marmurem i kopułą największą na świecie położoną bez wsparć, to zaraz tuż obok w Baptysterium czekają na nas Anielskie Drzwi. 

Potem kawałeczek dalej Piazza della Signoria- miejsce, które trzeba zobaczyć, bo to drugi najważniejszy po tym katedralnym plac we Florencji z Palazzo Vecchio- pałacem Medyceuszy, bez których notabene nie ma historii Florencji. Plac to jedna wielka galeria na świeżym powietrzu. I najsłynniejsza rzeźba w tym miejscu, czyli wspomniany już wcześniej Dawid, wykonany przez młodego Michała Anioła, przy którym absolutnie wszyscy robią sobie zdjęcia. Tak jak Krzywą Wieżę trzeba prostować, tak Dawida trzeba obmacać i utrwalić to obmacywanie. Tuż obok ta najwybitniejsza i najpiękniejsza- Galeria Uffizi. Kolejki niemiłosierne, ale wrażenia doskonałe. Dla tych, co to się znają i nie znają.

Idąc kawałek dalej docieramy do najsłynniejszego mostu, zwanego Mostem Złotników. Nie przez przypadek, bo na wystawach leżą tysiące euro. Setki tysięcy nawet. Cała historia mostu też przedziwna, bo byli tam rzeźnicy ze swoimi stoiskami. A możnowładcy i wszechpanujący Medyceusze, nadbudowali sobie przejście nad kramami i żeby ludziom się nie pokazywać, potajemnie z jednej na drugą stronę rzeki sobie w ten sposób pomykali. No i w tej wędrówce śmierdziało im od tego mięsa na stoiskach, więc pogonili mięsnych biznesmenów, a wprowadzili złotników. Oczywiście na moście siwy dym, więc aby go podziwiać proponujemy udać się na obojętnie który boczny most.

A jak już przejdziemy na drugą stronę rzeki to obowiązkowo zajdźmy na Palazzo Pitti i Ogrody Boboli, na które tym razem niestety nie mieliśmy czasu. Idąc w bok dojdziemy do Placu Michała Anioła- to ten z którego obserwuje się zachód słońca we Florencji.

Pozostają jeszcze trzy rzeczy do opisania. Po pierwsze to  słynne bułki florenckie z dodatkami wszelakimi, po które co prawda trzeba się nastać, ale podniebienie nam za ten wysiłek podziękuje. Po drugie dzik, który pogłaskany po ryjku spowoduje, że wrócimy w te strony. I jeszcze, że kasa nam z nieba zleci. I trzecie to kwestia znaków drogowych. Ogólnie temat znaków nudny jak dzik, ale Florencja ma swojego artystę- niejakiego Clet’a. Gościu wprowadził niezłe zamieszanie na ulicach dorysowując znakom różne elementy- żeby nie było tak, jak wszędzie. Władze walczyły z nim i odrywały, to co nakleił, w końcu jednak odpuściły. My dotarliśmy do jego galerii. I tą wizytę bardzo polecamy.

I cóż- nasz czterodniowy wypad właśnie dobiegł końca. Program jak dla nas idealny, temperatury trochę mniej. Szkoda, że we Florencji aż tyle ludzi, za to wzgórza toskańskie to obrazy, które już na zawsze pozostaną z nami. Wrócimy, bo musimy…

Ściskamy

Magda i Tomek

A jeśli ktoś z Was chciałby więcej poczytać o tych stronach zapraszamy na wspomnienia babskiego  wypadu na przykład tutaj:). Oczywiście jest tego jeszcze więcej:) Bo do Toskanii się wraca….

Dodaj komentarz