Pozostając w klimacie wakacyjnym chciałabym Wam polecić film- staroć co prawda (1999), ale wcześniej nie widziałam, a duże wrażenie na mnie zrobił.
Co trzeba wiedzieć, zanim zasiądzie się do oglądania?
Po pierwsze, że długi- ponad dwie godziny, po drugie, że mistrzowsko zagrany, po trzecie, że klimat jest całkiem, całkiem, po czwarte, że niby wszystko od początku wiesz, a jednak czekasz, czy masz rację, bo historia misternie utkana, po piąte, że podkład muzyczny świetny, po szóste, że to Włochy… (tu nie trzeba wyjaśniać nic), po siódme- że jest całkiem luksusowo.
No dobra. A czy o czymś jest ten film? No jest. Jest o tym, że jak masz życie nudne i szare i biedne w dodatku, to marzy Ci się, że jesteś kimś innym. Że ludzie cię szanują, bo masz kasę np. i sygnet na palcu. Bo możesz bywać na wydarzeniach kulturalnych najwyższej rangi i prowadzić rozmowy w stylu: „Eh bogatego to tylko bogaty zrozumie”.
No więc mamy tu niepozornego Toma Ripleya w swoich śmiesznych okularkach i starej marynarce, który „znieniacka” dostaje propozycję od bogacza, aby tak trochę wejść w luksusowy świat jego syna, który za bardzo nie chce podporządkować się ojcu. „Tak trochę” potrafi- opacznie odebrane- wciągnąć całkowicie. Tak się też dzieje. Tom rozwija skrzydła w świecie bogaczy. Dzięki swoim talentom pozwala, żeby „wyrósł” w nim zupełnie inny człowiek.
I tyle. Resztę zostawiam Waszej przyjemności. Nie widziałam pierwszej ekranizacji, więc nie porównuję do niej. Ta wywarła na mnie całkiem duże wrażenie. Polecam. Na Netflixie.
