„Co kryją jej oczy”

I tak nie zgadniesz „Co kryją jej oczy”

Trójkąt. ONA- żona. Dwa oblicza. Przyjazna z jednej strony i jakaś taka psychopatyczna z drugiej. I to spojrzenie, którego można się bać.
ON- psychiatra. Chyba jej nie kocha, faszeruje lekami i w ogóle tak jakoś dziwnie się zachowuje. Jakby cały czas chciał kontrolować.
I wreszcie druga ONA- samotna matka, która zostaje jego sekretarką i kochanką, a jej powierniczką i przyjaciółką. Taki trójkąt nie przyniesie nic dobrego żadnej ze stron, ale każda musi sobie poradzić jakoś z tą sytuacją.

To zaledwie skromny początek. Bo z trójkąta zrobi się czworokąt. I ON- ten drugi ON- ten to dopiero odegra rolę w całej historii. Sześć odcinków. Początek powolny, bo poznajemy ich z różnych stron i nie ma w tym poznawaniu żadnego pośpiechu. 
Od czwartego odcinka zaczyna się robić thrillerowato, choć atmosferę napięcia czujemy już od początku. Dwa ostatnie odcinki- wchodzimy już w zupełnie inne sfery, a wręcz w astralne klimaty.

Powiem tak- w pewnym momencie pomyślałam- przegięli. Ale wszystko czemuś służy. Tutaj wszystko służy temu, żeby historię zakończyć po mistrzowsku.

Aktorzy dobrani rewelacyjnie. Reżyser wodzi Cię za nos jak niedoświadczonego młodzieniaszka. Tylko lektorka jakaś niezbyt pasująca niestety (ale kto przebrnął przez lektorkę w Bridgertonach da sobie radę i tutaj haha). Ja proponuję po prostu- zobaczcie, czy i Was pociągnie za sobą…

Dodaj komentarz