W koronach drzew
Nesselwang. Słychać dzwonki pasących się krów, widać rowerzystów na szlakach rowerowych. My mamy dzisiaj w planach wycieczkę do pobliskiego (18 km) miasta Füssen. Jedziemy trasą alpejską, widokową. Mijamy jezioro Weissensee, nie wiem, jak duże, ale duże i już wiemy, że spędzimy tutaj kilka godzin, bo takich widoków trzeba używać. Dojeżdżamy do Füssen zwanego romantyczną duszą Bawarii. Zgodnie z przypowieścią w VIII wieku pojawił się tam niejaki benedyktyn Mang, który miał zwalczyć żyjące na tych terenach dzikie zwierzęta i niedobre duchy. A jak już zwalczył, to wybudował klasztor, w którym obecnie znajduje się muzeum. Klasztor góruje nad miastem. Füssen ma ładną starówkę przepełnioną stylowymi sklepikami z tutejszą tradycyjną odzieżą. Bawaria słynie z Lederhosen, czyli skórzanych spodenek męskich na szelkach i bogato zdobionych strojów kobiecych. Co ciekawe wiele osób w tych strojach można zauważyć na ulicy. Ceny tradycyjnych strojów osiągają niebotyczny poziom. Starówka starówką, a my szukamy kolejnego punktu programu. Naszym celem jest w (moim wolnym tłumaczeniu) leśna ścieżka przygód (Walderlebniszentrum) i granicząca z nią droga prowadząca szczytami drzew (Baumkronenweg). Na piechotkę kierując się drogowskazami docieramy do tych miejsc, zaskakując się faktem, że oto jesteśmy już praktycznie w Austrii (uwaga praktyczna- dopóki nie wiedziemy w Austrii na autostradę nie trzeba mieć winiety). Najpierw wybieramy się na umieszczonym na wysokości 20 metrów podwieszanym mostem linowym o długości może ok. 700 metrów wiodącym pomiędzy koronami drzew w kierunku Alp. Przeżycie niezapomniane. Widoki też.
Za wejście płacą tylko dorośli 4 EUR, dzieci wchodzą za darmo. Potem wracamy podziwiając widoki z drugiej strony i udajemy się na jedną z dwóch ścieżek przygód. Za wejście nie płaci się nic. Wybrana przez nas ścieżka uczy dużo o rzece Lech, która ma swoje źródło w Alpach, a która towarzyszy nam podczas całej wędrówki. Dzieci na wejściu zjeżdżają ślizgawką do środka lasu, dorośli mogą albo zjechać, albo kulturalnie zejść schodami. W lesie czeka dzieci dużo atrakcji i zadań, place zabaw, rzeczki do chodzenia na boso, tratwy, którymi trzeba się przemieścić na drugi brzeg strumienia. Wszystko interaktywne, dzieci zachwycone. Można na kamienistej plaży pochodzić po brzegu rzeki Lech płynącej u stóp Alp, sprawdzić dokąd sięga woda przy roztopach zimowych i przekonać się, że drzewo przewodzi dźwięk. No cudnie. Wrócimy tutaj jeszcze na drugą ścieżkę, która nazywają ścieżką lasu górskiego. I jeszcze jedna istotna rzecz- całość przygotowana również dla rodzin z małymi dziećmi w wózkach. Dzisiaj mamy już za mało czasu.
Wracamy do Nesselwangu na obiadokolację i idziemy na spacer w kierunku odwrotnym niż centrum. Przed nami pagórki, łąki alpejskie, krowy dzwoniące dzwonkami, które niosą się na całą okolicę, cisza, spokój, tak jak w reklamie milki. Tylko krowy takie jakieś mało fioletowe… Urokliwie bardzo.
Wieczorem rozgrywamy zawody w tenisa stołowego. Dzieci dopiero się uczą, ale idzie im całkiem nieźle. W każdym bądź razie lepiej niż mi. I tak mija nam pierwszy dzień w Alpach.






