Jak ja bardzo chciałabym umieć oddać słowami to, co przeżyłyśmy tego dnia. Nie umiem. Wszystko, cokolwiek napiszę tak naprawdę nie odda urokliwości widoków, zapachu nadchodzącej jesieni i smaku przejrzałych winogron. I chęci schowania sobie tego wszystkiego egoistycznie tylko dla siebie. I wyjmowania po troszku, kiedy będzie już ciemno, zimno i pluchowato. To może chociaż tak logistycznie do tematu podejdę. Zawsze to coś, co pozostanie, kiedy pamięć zacznie się rwać.
W czwarty dzień naszego pobytu w Portugalii postanawiamy zobaczyć gdzie oni te winorośla na to porto uprawiają. W końcu, jeśli porto w Porto najważniejsze, to chyba warto powęszyć skąd się bierze.
Dolina rzeki Douro. Rzeka tu rządzi i podporządkowuje sobie wszystko. Ale też daje ogrom pozytywów. Aby winnicami nacieszyć oczy trzeba wyjechać za miasto. Można samochodem, autobusem, można zafundować sobie rejs, a można po prostu pociągiem. Polecę oczywiście pociąg. Wygodnie, widoki jak na dłoni i na bieżąco można trunkami się raczyć haha. Przez dolinę Douro przebiega linia kolejowa „Linha do Douro”, która jest uważana za najbardziej malowniczą i krajobrazową linię kolejową w całej Portugalii. Nie żeby tak od razu. Po wyjeździe z Porto możemy spokojnie przespać się godzinkę. Nie dzieje się nic. Ale za to po godzinie…. Człowiek chce wszystko uchwycić. Linia kolejowa biegnie wzdłuż rzeki. Po drugiej stronie winnice, co jakiś czas mosty. Bajka, bajka, bajka. Ludziska stoją w otwartych oknach i próbują robić zdjęcia. Nie wiem, czy na takie widoki można się jakoś uodpornić. Piękno to piękno i tyle.
Dojeżdżamy do naszej stacyjki Pinhao. To tutaj podobno można podziwiać najwięcej. Rejs stateczkiem odpuszczamy, bo zaplanowałyśmy sobie, że po tych winnicach to my sobie pochodzimy. Szlaków pieszych trochę jest, więc tak naprawdę potrzebne nam nogi, trochę orientacji i woda. No może jeszcze trochę zrozumienia dla języka. Bo nikt, kogo pytamy nie mówi inaczej niż po portugalsku. Informacja po sezonie nie działa. Ale ludziska, kiedy mówimy, że my na miradouro, czyli punkt widokowy, uśmiechają się mile. Coś mówią, mówią i mówią, z czego rozumiemy tylko słowo taxi, które łudzimy się, że może oznaczać coś innego. A jeśli taxi to taxi to oburzone jesteśmy, że oni proponują, żeby tak taksówką na winną górę. Więc pokazujemy na nasze nogi, a oni nam kciuki w górę.
No. Żeby tak wpieprzyć się bez refleksji na taką trasę, która może konkurować spokojnie z trudnymi górskimi odcinkami, to trzeba nie mieć za dużo refleksji. Refleksji na przykład: a może z drugiej strony jest jakieś dłuższe, ale łagodniejsze podejście? Nie taka refleksja jakoś nam w głowach nie zaświtała. Więc nasza droga na miradouro to jedno z największych wyzwań jakie przeżyłam od dłuższego czasu. Żywej duszy na piechotę żadnej, za to przejeżdżające od czasu do czasu samochody i owszem. Pełne słońce i zero cienia. I droga za każdym zakrętem jeszcze bardziej pionowo w górę.
I gdyby nie fakt, że na winoroślach ktoś postanowił- chyba dla takich jak my- pozostawić podczas zbiorów trochę winogron, którymi po prostu obżerałyśmy się robiąc sobie dłuższe przerwy, to myślę, że bardzo trudno było by nam dojść na szczyt.
Po ostatnim podejściu w pierwszych domach na prostej ktoś puścił muzykę na całą ulicę oznajmiając nam chyba: brawo! Witamy wśród żywych! Szybko tą muzykę chwyciłyśmy sobie, bo to ten moment i ta chwila, która zostanie z nami na zawsze (w filmiku poniżej śmiało użyta).
Tak więc doczłapałyśmy się- powiedzmy sobie szczerze resztkami sił- na punkt widokowy Casal de Loivos. Punkt z zamkniętym tarasem., bo po sezonie przecież. Nic to. Znalazłyśmy sobie miejsce pod nim i przesiedziałyśmy chyba z dwie godziny nie mogąc oderwać oczu od tych widoków. Jakie to gapienie się było piękne… A jakie odkrywcze. Bo oto naszym oczom ukazali się cywilizowani piechurzy, którzy na miradouro podeszli z cywilizowanej strony. Spokojnie i bez zadyszki. Na dwa razy dłuższej trasie, co prawda, ale z takimi widokami… Można? Można.
Wróciłyśmy w dół tą inną drogą oczywiście haha. I jeśli miałabym być do bólu szczera, to właśnie ten dzień i to przeżycie zostanie ze mną już na zawsze. Polecam wszystkim, absolutnie wszystkim, którzy mają jeszcze siły w nogach. A tym którzy nie mają- taksówkę polecam A po wszystkim polecam spacer po miasteczku. Miodzio.
To był cudowny dzień. Ehhh
A tak już całkiem na podsumowanie….



























