Apulia- jak to ugryźć organizacyjnie? Część V i ostatnia

Po pierwsze mówi się, że każda podróż najpierw zaczyna się o marzeń, a potem od dobrej ceny na bilety lotnicze. Loty do Bari są tanie. My za lot z Berlina zapłaciłyśmy po 20 euro na osobę. Postanowiłyśmy też, że nie dopłacamy za bagaż, bo nie potrzebujemy wiele, oprócz majtek na każdy dzień- choć Mariusz- mój serdeczny znajomy- powiedział, że bez majtek też się da. Ale po fakcie to powiedział, więc już miałam spakowane. 5 bluzek i coś na dół do ubrania. I buty na zmianę. Tak więc leciałyśmy z maleńkimi torebkami. Jeśli chciałybyśmy płacić za bagaż podręczny, to trzeba doliczyć chyba z 16 euro. A to już na dobre jedzonko wystarczy. Z winkiem w dodatku haha.

Parking przy lotnisku kosztował nas 34 euro, apartament w Bari (przyleciałyśmy w czwartek, wylot w poniedziałek, czyli 4 nocki), blisko plaży i niedaleko dworca, żeby było dobrze komunikacyjnie- po 100 PLN za noc na osobę. Oczywiście można i taniej i można dużo drożej. My wybrałyśmy środek na bookingu. 

Bilety na pociągi i autobusy- ceny bardzo przyzwoite. Autobus z lotniska do centrum 1 euro, bo jechałyśmy podmiejskim, ale są też aerobusy za 4- 5 euro. Inne bilety 2-4 euro. Najdroższy pociąg do Lecce- 11 eur, bo tutaj już trochę kilometrów ten pociąg robi.  Do tematu komunikacji można oczywiście dużo więcej wnieść, trochę już pisałam w innych postach. Ogólnie po przyjeździe do Włoch trzeba szybko włączyć na luz i pohamować chęć posiadania wpływu na wszystko. Może tak to oględnie nazwę haha.  

Jedzonko- przede wszystkim pyszne! I tutaj cała paleta możliwości. Od 3 euro za pizzę, średnio 5 euro, po wszystkie makarony i inne specjały, których ceny zaczynają się od 2 euro (przysmaki apulijskie) i sięgają dużych liczb w zależności od miejsca, gdzie chcemy zjeść.

Ale to są tylko pieniądze, które sobie można jakoś zorganizować, bo naprawdę można zwiedzać tanio. Zależy tylko, co dla każdego z nas jest ważne. Dla nas o wiele ważniejsza niż warunki i ekskluzywne jedzenie jest atmosfera. Bo Włosi lubią Polaków. I mam wrażenie, że lubią innych ludzi tak wogóle. Zapytaj o cokolwiek, a serducho Ci oddadzą.

Pan krótko przed zamknięciem kasy biletowej poszukujący na prywatnej komórce połączeń dla nas, choć to wogóle nie jego firma i nie ma informacji w systemie. Pan który odchodzi od lady i prawie nas odprowadza na miejsce, bo nie umie wytłumaczyć po angielsku, a chce pokazać dokładnie. Dziewczynka pytająca po angielsku w imieniu rodziców Włochów czy zrobimy im zdjęcie i skąd jesteśmy. A potem stwierdzająca z uśmiechem na twarzy „I like polish people”. Kelner zarażający swoim śmiechem cała restaurację. Przykładów można mnożyć setki. Zacytuję za klasykiem:

„Piękny to kraj i piękni ludzie, przy czym ich uroda odgrywa tu najmniejszą rolę”.

A jak to jest z covidem? Dużo bardziej restrykcyjnie niż u nas. Maseczki w absolutnie każdym miejscu zamkniętym. Naciągnięte na nos. Jeśli nie, to np. w pociągu- konduktor może wyprosić nas na kolejnej stacji lub wezwać policję i nałożyć mandat. We wszystkich sklepach również obowiązek zakładania. Jeśli chcesz usiąść przy stoliku w kawiarni, zdarza się, że tylko za okazaniem paszportu covidowego, zwanego greenpass. Na lotnisku paszporty covidowe sprawdzane dwa razy. Nawet wejście na klify za ich okazaniem.

Jak się dogadać? No więc jest tak. Dużo starszych osób nie zna angielskiego. Ale bardzo chcą pomóc i wtedy wszystkie metody komunikacji idą w ruch pokazując, że przy odrobinie chęci można. Osoby młodsze w wielu przypadkach mówią po angielsku bez problemu.

Temperaturowo- bajka. Przełom września/października 25-27 st.

Cóż to chyba na tyle organizacyjnie. Tym postem właśnie zamykam sobie ten cudowny czas. Zawekowałam go sobie w ten sposób i będę kosztowała po troszku w zimowe wieczory. Ewelina dziękuję za wszystko. Cudowną towarzyszką podróży jesteś:) 

A Wam dziękuję bardzo za czas spędzony na czytaniu relacji. W końcu mało tego nie było. Dziękuję za miłe słowa i liczne reakcje. Dzięki temu wiem, że warto dzielić się przeżyciami.  Wychodzę z założenia, że świat jest zbyt piękny, a życie za krótkie, żeby spędzić je stacjonarnie. „Nie byłam wszędzie, ale wszędzie na pewno jest na mojej liście” haha. Więc już intensywnie marzę o kolejnych miejscach do zobaczenia. Zamarzcie i Wy, bo od tego w końcu wszystko się zaczyna! Ściskam:) 

Magda  

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Ania

    No i teraz wszystko już wiem. Dzięki za obszerne informacje. Musze tylko wyczaić bilety za 20 €, haha, żeby zacząć marzyć

    1. Magda i Tomek

      A to jest do zrobienia, tylko trzeba alerty cenowe ustawić. I samo przyjdzie haha. Powodzenia!

Dodaj komentarz