A co jeśli, jeśli w końcu po wielu nieudanych próbach dojdziesz do wniosku, że nad Tobą wisi jakaś klątwa. Coś takiego, co nie pozwoli Ci być w tym życiu szczęśliwym? Wszystkie podjęte przez Ciebie decyzje obracają się przeciwko Tobie. A przecież chciałeś zupełnie czego innego. A wyszło „jak zawsze”.
Młody kompozytor. Cholernie zdolny kompozytor. Pisze arcydzieło. Tyle tylko, że za późno na pocztę to arcydzieło zanosi i egzemplarz nie trafia na czas do komisji konkursowej. Skutek- dalej będzie klepał biedę i marzył o wielkim świecie muzyki klasycznej. Kolejne próby zaistnienia też kończą się fiaskiem do momentu, kiedy pech jednak opuszcza młodego geniusza i dostaje wielką szansę odbycia stażu u jednego z najwybitniejszych na tym świecie.
Chwyta ją w zachwycie i … Doczytajcie sami koniecznie. Bo tam jeszcze pojawia się ta jedna jedyna, która zostanie jego muzą/natchnieniem. Ta, którą sobie wyśnił.
O czym tak naprawdę jest ta książka? O milionie trafnych/nietrafnych decyzji, o pogubieniu się w marzeniach, o pechu, który potrafi nieźle namieszać nam w życiu. O miłości, która pojawia się, znika, czeka/nie czeka. O braku wsparcia wśród najbliższych i ogromie samotności w momentach, które chce się podzielić z kimś.
Nie brzmi za dobrze- no nie? Bo dużo w tej historii trudnych chwil, takich, jakie niesie ze sobą życie. Dużo w tej książce nadziei, pięknej nadziei, która rozpływa się jakoś tak niespodzianie.
A to wszystko napisane przepięknym językiem. Oddane w dwóch płaszczyznach czasowych- tej, kiedy kompozytor jeszcze nieopierzony i z błędów lekcje dla siebie powinien pobierać. I tej współczesnej, kiedy życie dało mu wiele możliwych lekcji. I być może tym razem już go oszczędzi.
Bardzo polecam. Czytelniczkom, bo chyba do ich wrażliwości najbardziej przemówi.
