Amsterdam zielny, nocny i frywolny- czyli czy Mona Lisa też popalała?
Ależ oczywiście, że popalała! Na pierwszym zdjęciu to widać:) Amsterdam wita zapachem zioła i to nie byle jakiego. Ma się wrażenie, że palą wszyscy i wszędzie. Miasto liczy sobie 200 caffee shops (niektóre z nich są bardzo przytulnie urządzone), które od 1970 roku mogą legalnie sprzedawać jednorazowo do 5 gramów marihuany. Od 2000 roku zabronione jest palenie w miejscach publicznych, również w kawiarniach, pubach i restauracjach. O dziwo palenie marihuany w coffeshopach nie jest zabronione- wręcz przeciwnie. Coffee shopy mają swój klimat i wcale nie trzeba palić, żeby go poczuć- można wdychać:) Do kupienia jest wszystko „ziołowe” o czym można sobie zamarzyć- lizaki, gumy do żucia, sławetne ciasteczka, murzynek nawet i oczywiście skręty. 25% rocznej sprzedaży trafia do turystów, reszta to mieszkańcy kraju.
Nie ukrywajmy- po to ludziska jeżdżą do Amsterdamu.
Na bazarze można kupić startery do uprawy konopii, można odwiedzić Muzeum Marihuany, ba jest nawet krótki kurs dla wszystkich na temat zioła, uprawy i zastosowania.
O frywolnej stronie Amsterdamu trochę już pisałam, ale dodać trzeba, że w Dzielnicy Czerwonych Latarń pracuje dziennie ok. tysięca prostytutek o różnym poziomie atrakcyjności. Są wśród nich takie, że aż miło oko zawiesić i takie przechodzone już bardzo. Najstarsza po sześćdziesiące podobno prowadzi zeszyt na zapisy i szkoli przyszłych żonkisiów. Atrakcyjna prostytutka potrafi zarobić kilka tysięcy euro dziennie. Za okienko zgodnie z napisem, jaki widziałam płaci 100 euro/dzień. Łącznie szacuje się liczbę prostytutek w Amsterdamie na ok. 8 tysięcy. Znalazłam jeszcze informacje o średnim czasie obsługi klienta- 12 min.I wszyscy zadowoleni.
I to by było na tyle, jeżeli chodzi o opis różnych twarzy Amsterdamu. Mam nadzieję, że kogoś zachęcę do odwiedzenia tego niesamowitego miasta:)












