Trzech braci spotyka się nad jeziorem, aby pożegnać zmarłą mamę. Mają ze sobą urnę z jej prochami, a ich rozsypanie w tym miejscu ma być wypełnieniem jej ostatniej woli.
Bracia spotykają się po latach. Wcale im do siebie nie było blisko. Czy są ku temu powody? Miliony. Na pierwszym miejscu stanie oczywiście tragedia z ich udziałem, jaka wydarzyła się już ponad dwie dekady temu. Ale spowodowała, że nic już nie było, takie jak przedtem.
Ale dodatkowo rodzicom nie udało się „zespoić” rodzeństwa. Bo wprowadzili rywalizację o siebie. Bo żeby być dłuższą chwilę z rodzicem i mieć go tylko dla siebie, trzeba było na to zasłużyć i wywalczyć sobie takie momenty.
A dodatkowo w domu, który przecież dla dziecka ma być azylem bezpieczeństwa, dochodzi do zdarzeń przy udziale rodziców, które burzy to bezgraniczne dziecięce zaufanie.
Tyle na temat treści. Książka skandynawska- nie generalizując, ale jednak- surowa. Literatura piękna, czyli dla czytelników, którzy taki rodzaj książek lubią, psychologiczna- czyli nie będzie łatwo. I nie było. Dwa sposoby narracji- ta z ciągiem chronologicznym- czyli po kolei, i ta zupełnie odwrotna- czyli od teraz w przeszłość. Ciekawy zabieg, ale na początku człowiek się próbuje orientować i sam dla siebie szukać logiki zdarzeń.
No i pozostaje jeszcze aspekt psychologiczny. Rozbudowany i niełatwy. Bo jakich wątków związanych z rodzicielstwem tu nie ma? Cała paleta. Jest tu wiele o braku rozmowy, egocentryzmie, wybuchach złości w stosunku do małych istotek, braku miłości, nałogach uff.
A ze strony dzieci? O braku więzi między rodzeństwem, o tragediach, do których dochodzi bez braku nadzoru i przy chęci udowodnienia własnej wartości, o braku uważności. Z drugiej strony o zauważaniu tego, co do tej pory niedostrzegane w toku dojrzewania. I najważniejsze- o tym, jak bardzo nasz mózg potrafi wypierać. Bo mózg też chce mieć wygodnie, a nie zajeżdżać się poczuciem winy.
Nazbierało się tego dużo, większość niestety negatywna i smutna. Bo ta książka jest smutna. Bo życie bez więzi jest smutne, bo życie z traumami dzieciństwa jest smutne.
Czy warto? Pewnie, że warto! Ale ostrzegam, że nie jest to książka dla każdego, wszystkie „bo” wymieniłam już na wstępie: bo jest surowa, smutna i przedstawia pogłębioną psychologicznie sytuację, niestety niejednej rodziny. Ale dla tych, którzy lubią poczytać o trudnych relacjach i zdziwić się zakończeniem- jak najbardziej.
