On jest wdowcem po 80-tce. Prowadzi spokojny, przewidywalny tryb życia. Bez żadnych niespodzianek, czysta rutyna. Spotkanie z kolegami od czasu do czasu, samotna kolacja, gazeta, krzyżówki, telewizor. I pewnego wieczoru, który zapowiada się jak zwykle, do jego drzwi puka starsza sąsiadka mieszkająca kilka domów dalej, którą zna tylko z widzenia. Przychodzi z niecodzienną propozycją. Proponuje mu wspólne noce (wcale nie sex, jak sobie można od razu pomyśleć). Bo noce są najgorsze, kiedy człowiek jest sam. I wtedy kiedy nie może zasnąć. I wtedy kiedy budzi się po północy. A ona chciałaby po prostu czuć, że ktoś jest w pobliżu. I tyle. I może wtedy będzie można przetrwać noc.
Zdziwienie jego ogromne, ale obiecuje jej, że się zastanowi i da znać. I tyle. Więcej musicie zobaczyć sami.
Robert Redford i Jane Fonda- mistrzowska para na ekranie. Nie po raz pierwszy razem. Chemia jest od pierwszej do ostatniej sceny, więc człowiek od razu dostaje więcej niż oczekuje. Fonda w wieku 80-ciu lat wygląda rewelacyjnie.
A sam film? Niespieszny- tak jak starość. Bez scen mrożących krew w żyłach. Ot niby taka codzienność, a jaka piękna. Film dający nadzieję, że wcale ta starość nie musi być taka zła. Wielowątkowy- bo i o miłości, i o samotności, i o przemijaniu, i o dzieciach, i o wnukach. A i jeszcze o tym, że nawet kiedy popełniło się błędy, to można żyć dalej, inaczej, lepiej. I mimo wszystko mieć nadzieję.
Dla kogo? Dla tych, którzy zdają sobie sprawę, że starość nadejdzie, albo już nadchodzi, albo już jest. Bardzo polecam widzom dojrzałym, bo film ten to coś więcej niż spanie w jednym łóżku. Piękny i dający do myślenia.
Na Netflixie do znalezienia
Ocena:
7/10
