A wiecie, że „Stół szwedzki” to właśnie w Zamościu urządzili? Nasi Szwedom. Król szwedzki myślał, ze przebiegły jest i zaproponował urządzenie w murach miasta uczty pożegnalnej. Bo już więcej oblężać rzekomo nie chcieli. Polacy gościnni z natury swej węsząc podstęp stoły wynieśli przed mury, strawy nastawiali, a co! Tyle, że Szwedzi szanowni nie mieli na czym usiąść, więc na stojąco spożywali. Ław nie było, żeby sobie szybciej poszli. Zanim Was zaproszą na przyjęcie ze szwedzkim stołem- przemyślcie dobrze zamiary gospodarzy haha
O Zamościu dużo słyszeliśmy, ale tak naprawdę mało wiedzieliśmy. Poza tym, że starówka piękna praktycznie nic. Więc korzystając z połowy dnia w pobliżu miasta tegoż podjechaliśmy sobie całkiem niespiesznie.
Niestety/stety przez pierwszą godzinę miasto płakało widząc nas, więc nadarzyła się cudowna okazja do odkrycia lokalu „Kawa na ławę” https://www.facebook.com/KawaNaLaweZamosc/ . Jakież to miejsce! Jakie smakołyki i jakie gry! Tam się można zasiedzieć. Chyba jednak się starzeję, bo coraz częściej szukam miejsc do delektowania podniebienia. A kiedyś bardziej o delicje wzrokowe mi chodziło haha.
Cóż tu wiele pisać o Zamościu- piękny jest. Renesansowy jest i do tego bardzo do ogarnięcia, bo całkiem nieduży. Zamość zapamiętam głównie z dwóch miejsc: pierwsze- nie dziwota- Rynek Wielki i Ratusz. Rynek w kwadracie 100mx 100 m. Nie na środku, ale w części centralnej ratusz z 52 metrową wieżą. Jeśli zajedziecie tam o 12.00, to w trzy strony świata hejnał Wam zagrają. W czwartą nie, bo Jan Zamoyski, który miasto to założył, więc różne swoje zachcianki mógł mieć, stwierdził, ze w stronę Krakowa mają nie grać. Bo tam król Zygmunt II Waza urzędował, a panowie zbytnio sympatią do siebie nie pałali. Jakieś takie animozje po dzień dzisiejszy pozostały chyba, bo trębacze nadal tego zakazu przestrzegają.
Rynek to te piękne kolorowe kamienice. Każda inna, każda ze swoją historią i kolorem. Przycupnąć w ich cieniu- punkt obowiązkowy! W czasie naszego pobytu Zamościu wieczorem zrobiło się bardzo włosko, bo orkiestra symfoniczna grała przeboje włoskie. A że miejsce to tak bardzo z włoska wygląda, więc powiedzmy sobie szczerze włoskie odczucia wzmocniły się znacząco.
Dobra teraz to drugie coś, które nas urzekło w Zamościu- fortyfikacje, mury obronne, czyli: Twierdza Zamość. Można sobie po nich- tych murach pochodzić, można je sobie z odległości oglądać, z mostków spacerowych. Szukać nie trzeba, bo miasto pięknie okalają. Sama twierdza stała się jedną z największych w historii Rzeczpospolitej. Przetrwała oblężeń całe mnóstwo. I Kozacy się dobierali, i Szwedzi, Rosjanie najdłużej, bo 10 miesięcy pod murami stali.
A co poza tym w tym Zamościu? Kościółki, kościoły, ryneczki, uliczki. Pięknie. Takie urokliwe, miłe miasteczko z czarownymi zakątkami.
W oczekiwaniu na koncert włoski jedziemy sobie do Zwierzyńca. Pijący wiedzą, że tam browar, mnie bardziej kościół na wodzie ciągnął. Jedno i drugie warte zobaczenia. Poza tym dużo tras pieszych, rowerowych, dużo zieleni i bardzo koncertowo. I najdziwniejszy pomnik o jakim słyszeliśmy- pomnik szarańczy. Bo mieszkańcy się jej pozbyli swego czasu i dla upamiętnienia tegoż wydarzenia położyli sobie kamień.
Któż nie zna łamańca językowego: „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie?” Horror obcokrajowców, bo każdy chce, żeby powtarzali, wiedząc, że nie powtórzą. To ja sobie pozwoliłam tego sławetnego chrząszcza w tym Szczebrzeszynie znaleźć. Przystojniak, który tyle kłopotów ludziom sprawia haha.
Ostatnie miejsce, które chcielibyśmy polecić, choć niestety nie mieliśmy okazji zobaczyć wszystkiego. Kozłówka i pałac Zamoyskich. Ogrody, całe otoczenie, parki różane- wielkie wow. A wnętrza imponujące, niestety tylko na zdjęciach, bo na wejście za długo trzeba było czekać (trzeba online zamówić i z głowy).
Tyle, albo aż tyle udało nam się zobaczyć podczas troszkę wydłużonego weekendu. Kropla w morzu atrakcji turystycznych tamtych regionów. Dlaczego nie Kazimierz i Sandomierz? Bo to byłoby już tylko zaliczanie i odhaczanie. A my kochamy kosztować miejsc, a nie tylko je odhaczać. Więc mamy plan na następny raz.
Kosztujmy Polski! Jest smakowita






























