Czy to jasne, że „Miłość ma dwie twarze”?

On wygląda dobrze. Wykłada matematykę co prawda tak sobie, bardziej dla siebie niż innych, ale za to ściąga wzrokiem atrakcyjne kobiety. I co z tego, skoro nie umie sobie z nimi poradzić. Rzucają go jedna po drugiej. Wpada na pomysł, że znajdzie taką, co to jest brzydka, ale fajna. Niech połączy ich wszystko oprócz seksu, bo to seks wszystko psuje.

Ona nie wygląda. Przynajmniej według swojej opinii. Wykłada literaturę romantyczną. Na jej wykładach nie ma miejsc. Opowiada tak, że wszyscy chłoną i angażują się w dyskusje. I marzy o tym, aby pojawił się taki ktoś, kto będzie wiedział, co lubi, czego się boi i jakiej pasty do zębów używa. Tak romantycznie.

No i oczywiście wiadomo, że sama na jego ogłoszenie nie odpowie. Pomogą jej w tym ci, którzy życzą jej dobrze. Ale jak ta dwójka już się pozna, to całkiem normalny związek z tego nie będzie.

Mieliście kiedyś tak, że przez cały film na twarzy błąkał Wam się uśmiech? Że czuliście tak dziką przyjemność, że oglądacie to, co rozgrywa się na ekranie i sobie dozujecie, żeby trwało dłużej? To ja tak właśnie miałam.

Barbara Streisand popełniła film świetny w swojej prostocie. Nie przerysowany, pozytywny, zagrany pięknie. Ehhh takie klasyczne kino bez kombinowania. Ale za to z pytaniami. Czy my kochamy za coś? A za co? Czy miłość da się oddzielić od seksu? Bo seks od miłości na pewno. Uwielbiam Barbarę za jej dystans do siebie, za talent i za takie opowiadanie historii. I za partnerów w tym filmie. Jeff Bridges jest cudowny, a Pierce Brosnan jak to on- też cudowny haha.

Raczmy się takimi ciepłymi filmami w ten nieciepły i często trudny czas. To pomaga. Bardzo Was namawiam. Dajcie znać, czy też tak to odebraliście😊

Ocena:
8/10

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Anonim

    Magda czy ten film jest na Netflixa

Dodaj komentarz