Jeśli można by było otworzyć niewiele mówiącą kategorię filmów „ładne”, to właśnie tam wpisałabym ten film. Bo jest po prostu ładny. Nie idealny, nie trudny, nie frapujący. On jest ładny i wzruszający. Opowiada zwykła historię, zwykłych ludzi, żyjących w zwykłym świecie.
Pewnego dnia małżeństwu umiera roczna córeczka. Historię ich poznajemy w momencie, kiedy ojciec trafia do psychiatryka, bo nie może pogodzić się z tym faktem, a mama próbuje na swoje sposoby godzić się, ale wychodzi jej to z różnym skutkiem. Traumatyczne przeżycie odbija się na każdym aspekcie ich życia: na ich życiu małżeńskim, zawodowym, na relacjach z innymi.
Co w tym filmie jest fajnego? Że on nie jest podany „na ciężko”. Temat najboleśniejszy z bolesnych przedstawiony w bardzo przyswajalnej formie. Bohaterowie wcale nie piękni i nie idealni- tacy swojscy zza płota- chciałoby się powiedzieć. A ich problemy i zachowania wcale nie przerysowane. Podane widzowi dobrze i na odpowiednim talerzu.
No dobra, a dlaczego tytuł „Szpak”? To historia sama w sobie. Gdyby nie on, wiele rzeczy by się nie wydarzyło.
Odkryjcie sami na miłe popołudnie filmowe- mimo trudnej tematyki. Jeśli chodzi o klimat- fajna muzyka i nastrój czasami podobny do „After life”- tak mi się jakoś skojarzyło.
Polecam, polecam😊
