Wątpiący marzyciel

Zadanie było następujące:  napisz opowiadanie dla dzieci, które rozpoczyna się jak poniżej. Więc poczyniłam coś takiego:)  

Wiało tak, że trudno było utrzymać kaptur na głowie. „Co ja tu robię?” – zastanawiał się, a jednak czuł, że musi poczekać. Fale z hukiem uderzały o brzeg. Drobinki lodowatej wody unosiły się w powietrzu. Nie mógł oderwać wzroku od dryfującego białego przedmiotu, który z każdą chwilą zbliżał się do brzegu. „Co to jest?” – zachodził w głowę. Cały przemoczony i zmarznięty do szpiku kości trwał na ciemnej, pustej plaży. I wtedy jego oczom ukazał się…

na wodzie jakiś zwitek papieru, serwetki czy czegoś, co można zapisać, podrzeć, pomoczyć- no w każdym bądź razie szybko zniszczyć. Chyba z takim zamiarem autor wrzucił to do wody. A ta karteluszka, to małe, białe coś nie zamokło – jakby bardzo chciało być przeczytane. Zanurzył i tak mokrą już rękę w lodowatej wodzie. 

„Brrr strasznie zimno. I dla tej kartki miałem tak zmarznąć?”- mało sympatyczne pytanie przebiegło mu przez głowę. Szybko wyciągnął papier i jeszcze szybciej go rozwinął. „Co za dziwny tekst”- pomyślał. Na kartce ktoś napisał: „Chciałbym mieć marzenia”- „Też mi coś’’- pomyślał. „Przecież każdy ma marzenia. Nawet ja”. 

Właściwie chciał wyrzucić ten papierek i wracać do domu. Za zimno, żeby jeszcze zajmować się takimi rzeczami. Ale jakoś nie wyrzucił. Mało tego, całą drogę powrotną miał wrażenie, że ktoś kazał mu czekać w tym zimnie i śniegu z deszczem na tę pogiętą kartkę. Tylko po co? I co on ma z tym zrobić? Oczywiście, można spełniać marzenia, jeśli jest to w naszym zasięgu, no i chyba to było jego zadaniem. Ale czy naprawdę na tym świecie istnieje ktoś, kto nie marzy? Przecież w końcu każdy chce mieć coś więcej niż ma. „Hmm- i naprawdę żyje taki ktoś, kto stał się tym, kim zawsze chciał być, zobaczył wszystko, co chciał zobaczyć, spotkał ludzi, z którymi chciał się spotkać i przeżył wszystko, co chciał przeżyć? Coś mi tutaj nie pasuje. To musi być strasznie nieszczęśliwa osoba”- podsumował.

W domu przy kominku, w ciepłych skarpetach i z kubkiem świątecznej herbaty jeszcze raz spojrzał na swoje znalezisko. „Jakieś niezgrabne te litery” – skrzywił się. W tym momencie na dole zobaczył coś, co było wcześniej napisane, ale ktoś nieudolnie próbował wymazać to gumką. „A to co? Czyli chcę czegoś, ale nie chcę się przyznać, że to ja. No, na takich to ja mam swoje sposoby!”- powiedział do siebie  z uśmiechem. Zapalił światło, podrapał się po brodzie i nawet położył kartkę blisko ognia- nic z tego. Za Chiny- nawet te ludowe- nie mógł przeczytać podpisu. „Chyba jednak oczy już nie te”- westchnął zrezygnowany. Wstał z fotela i poszedł po największą lupę, jaką znalazł kiedyś w jakimś sklepie ze wszystkim tym, co potrzebne i zupełnie niepotrzebne. „Teraz cię rozszyfruję!” – krzyknął zadowolony. I w tym momencie słabo, bo słabo, ale na samym dole kartki ukazał się napis: „Damian, ul. Polna 1”

Niewiele myśląc postanowił spotkać się natychmiast z chłopcem, bo jakoś tak bardzo był przekonany, że to będzie chłopiec, a nie dorosły mężczyzna. Było co prawda późno, ale noc to i tak najlepsza pora na wizyty. Bo właśnie w nocy najskuteczniej działa magia. Ubrał się ciepło, żeby już drugi raz aż tak bardzo nie zmarznąć i poszedł pod wskazany adres. To był chłopiec. Tak na oko miał może z 12 lat, a może mniej… Spał słodko. Śnił o niczym. „No to sobie pogadamy kolego”- stwierdził krótko. I już za chwilę usłyszał pełen zachwytu głos chłopca: „Więc jednak przyszedłeś!” „ A przepraszam Cię mój drogi, a czy Ty na mnie czekałeś?”- zapytał zdziwiony. „To nie można jakoś tego oczekiwania inaczej wyrazić? List napisać? Rodzicom powiedzieć? Nawet babcia by mi przekazała… I mniej domyślać bym się musiał”.

„No ty chyba tego wcale nie rozumiesz”- powiedział chłopiec. „Bo ja mam tylko takie marzenia, o których nie chcę z nikim rozmawiać i chciałem sprawdzić, czy kiedy będę marzył tak całkiem skrycie i nie mówił o tym nikomu, to to też będzie marzenie i też się spełni. I spełniło się. Jesteś!”  

Mikołaj spojrzał z uśmiechem na chłopca. „Gdybyś nie zrobił nic, tylko czekał i czekał, marzył i marzył, nie byłoby mnie tutaj. A Ty postanowiłeś jednak zadziałać. Napisałeś przecież kartkę, może nie całkiem wiedziałem o co Ci chodzi, ale jednak mnie wywołałeś. Powiem Ci w tajemnicy: Marzenia same rzadko się spełniają. To się dzieje – jeśli już- to całkiem przez przypadek. Marzenia trzeba sobie spełnić. I zrobić choć maleńkie coś, co uruchomi całą serię zdarzeń. I Ty to zrobiłeś. Pamiętaj więc, aby co roku napisać jednak list do Świętego Mikołaja. Czy go wyślesz- to już Twoja sprawa. Ale zapiszesz swoje marzenia. A to ma moc! A potem zrób jeszcze coś, żeby to, co napisałeś, mogło się zdarzyć”- powiedział, ściszając głos. 

Bo chłopiec właśnie z uśmiechem na twarzy śnił już o spotkaniu z Mikołajem. I opowiadał mu o swoich marzeniach. Tych najskrytszych i tych całkiem jawnych. A on wcale nie chciał go budzić, bo właśnie coś razem  ustalali. „Ech, te dzieci”- pomyślał. „Przecież to takie proste. Trzeba marzyć i bardzo chcieć. Ot i cały sekret!”. Wstał i poszedł szukać innych wątpiących marzycieli.   

Dodaj komentarz