„… w samym środku gówna, w samym środku najgorszego, pojawia się historia pełna słonecznych promieni. I wtedy wszystko jest tego warte.”
Britt-Marie i absolutnie nie sama Britt, albo sama Marie, dla zwykłego człowieka jest dziwna. Przede wszystkim ma duży problem społeczny, bo wie, ile rzeczy nie wypada. Nie wypada robić, mówić, zauważać, czy też o nie pytać. Więc nie robi, nie mówi, nie zauważa publicznie, nawet jeśli zauważa w środku i nie pyta, choć sama sobie i owszem pytania zadaje. Ale ona też wie, ile rzeczy wypada. I tych się trzyma. Wie np., że sztućce w szufladzie zawsze ułożone muszą być w odpowiedniej kolejności, codziennie myje okna i czeka. Czeka na męża, który żyje swoim życiem, prowadzi biznesy z Niemcami i ma kochankę.
Każdemu kiedyś się przeleje. Britt- Marie też. Postanawia w wieku 63 lat po baaaardzo długiej przerwie w życiu zawodowym zmienić dwie rzeczy- odchodzi od męża i podejmuje pracę. I jest jeszcze trzecia rzecz- żeby podjąć nową pracę wyjeżdża z miasta na totalne zadupie, gdzie wszystko możliwe już zamknęli, gdzie wegetują nieudacznicy i patologia, a ona tam przez trzy miesiące ma opiekować się ośrodkiem rekreacyjnym/sportowym, który za chwilę też idzie pod młotek.
Co to jest za opowieść! Czerpać ją zdaniami to za mało! No cudna i urokliwa bardzo. I wzruszająca. O prawdziwym życiu, prawdziwych problemach i ludziach, którzy nie do końca odnajdują się wśród innych ludzi. I niepostrzeżenie zmieniając swoje życie, zmieniają życie innych. Do tego stopnia, że Ci inni dumnie mogą stwierdzić „Britt- Marie tu była”.
Książka nie dla każdego. Nieśpieszna, oryginalna, inna. Taka, którą zapamięta się jeszcze długo, długo.

Pingback: „Niespokojni ludzie” Fredrik Backman – Przyokazji