Cieszyłam się jak dziecko na wieczorną bajkę, w której wszystko niemożliwe staje się możliwe. Główny punkt wyjazdu i ogromna potrzeba, żeby zatrzymać każdą chwilę. Albo się nią podzielić. Zatrzymałam wszystko, co mogłam na zdjęciach, teraz przyszedł czas na dzielenie się. Tak więc po kolei.
Mimo, że Bari (w którym nocujemy i które jest naszą bazą wypadową) 1. ma cztery dworce kolejowe posadowione przy jednym placu obok siebie i każdy z nich przynależy do innego operatora, który z kolei też nierzadko ma swoje tory, 2. szczyci się peronem widmo- bo ma ich oficjalnie 10, a z 11 też odjeżdżają pociągi, 3. ma również różne miejsca z których odjeżdżają autobusy, a które nie do końca i zawsze mogę nazwać przystankami i nigdy do końca nie wiesz o której godzinie autobus odjedzie, bo rozkładu brak, a ten i tak niewiele by wniósł do całości zagadnienia haha, to i tak logistycznie jest nieźle. Przeżyłam już we Włoszech dużo większy folklor.
Do Alberobello, bo tak nazywa się miejscówka trulli, wyruszamy autobusem. Takim zwykłym za 3 euro. Kolejka długa jak cholera i już wiadomo, że ludziska się nie pomieszczą. Ruchem osobowym prawie że zaczynają kierować jakże przystojni policjanci, którzy nie wiadomo skąd po prostu tam są. Szybko też przewoźnik organizuje kolejny autobus. I wszyscy szczęśliwi wyruszają w drogę.
Problem po przyjeździe na miejsce polega na tym, że nie ma jako takiego dworca autobusowego i nie wiesz zupełnie skąd będzie odjeżdżał akurat ten autobus, którym chcesz jechać dalej, albo wrócić. A jeszcze ciekawiej sytuacja wygląda z zakupem biletów. Jeśli już przestawisz się na włoski luz, to wiesz, że trzeba szukać biletów albo w kawiarni, albo w księgarni, albo na stacji benzynowej, albo w barze (dużo tych „albo” się pojawiło), ale jak masz mało czasu i szczęścia, to może to poszukiwanie zająć ci całkiem dużo czasu. Ale o tym później.
Póki co my dopiero wsiadłyśmy do autobusu. Tego drugiego dodatkowego- dodam. Po drodze mijamy przepiękne gaje oliwne. Przepiękne. To stąd pochodzi 2/3 oliwy z oliwek, jakie importują Włochy. W gajach oliwnych już widoczne są domki trulli, które mają w tych miejscach charakter gospodarczy, ale widoczne są też duże domy mieszkalne z charakterystycznymi smerfowymi dachami. Cudowne widoki.
Po około godzince wysiadamy w małej mieścinie, w której wszystko jest trullowe. Domek przy domku. Okrągłe albo na planie prostokąta. Ze śmiesznymi daszkami. Kiedyś budowali je biedni ludzie, rzemieślnicy i gospodarze. Budowali bez zaprawy, aby szybko moc rozłożyć je na części pierwsze i kiedy pojawiali się kontrolerzy nie płacić podatków jak za budynek mieszkalny. Dziś można w nich zamieszkać, kupić je sobie i wyremontować pod okiem konserwatora albo po prostu wybrać się na długi spacer i podziwiać ukryte zaułki. Podobno jest ich ok. 1400 tylko w tym miejscu. I robią mega wrażenie.
Żeby nie było za idealnie: nie wyobrażam sobie być tam w pełnym sezonie. W niepełnym było dużo ludzi, a tłumy latem- hmmm chyba nie dla mnie.
Ale wracając do trulli. Bardzo warto wejść na dach któregoś z nich i popatrzeć sobie na świat z góry. Bardzo warto usiąść przy specjałach włoskich i pogapić się na domki i turystów. Bardzo warto przyjechać rano, pokosztować widoków, pojechać do sąsiedniego Locorotondo i wrócić, kiedy słońce chyli się ku zachodowi, jest mniej ludzi i biel staje się jakaś taka magiczna. Magiczne miejsce do spełniania sobie marzeń.
Cudna relacja. Ja też chcę do Alberobello! Wasze zdjęcia są genialne. Oddają magię miejsca… Czekam na dalszą relację
Dziękuję, dziękuję, dziękuję:) i oczywiście bardzo namawiam:)
Od dawna marzyłam i za tydzień tam będę.
Dziękuję za wspaniałą relację.
Dziękuję za uznanie! I przyjemności bez liku życzę z całego serducha:)
Ja również nie mogę się doczekać wyjazdu już za tydzień ?może będzie szansa się spotkać
Przyjemności dużo:)
Wow, jestem pod wrazeniem!
🙂
Super relacja! Czekam na kolejne-tym bardziej, że w piątek tam będziemy 🙂
Dziękuję! Przyjemności więc dużo od piątku:)
Cudowna relacja, zdjęcia urocze.Oddany klimat.Ech tylko jechać…
Ehh tylko wrócić haha
Byliśmy, polecamy, szczególnie wieczorem.
Pingback: Apulia- jak to ugryźć organizacyjnie? Część V i ostatnia – Przyokazji
Pingback: Podróżnicze podsumowanie roku 2021, czyli wszystko było piękne, ale mało mi… – Przyokazji