Dzisiaj będzie o tym, co oczywiste w Pradze. A to, co nieoczywiste zostawię sobie i Wam na drugi wpis o Pradze. Żeby nie zanudzić, a pobudzić haha.
Każdy był, każdy widział, może nie każdy pamięta. Nasza Praga w tym roku to zwiedzanie z młodzieżą „rozbestwioną” przez lenistwo wakacyjne, więc już na starcie wiemy, że trzeba im dostarczyć trochę nieoczywistych atrakcji. Takich, żeby wrażenie i wspomnienie pozostało jeszcze na długo. I żeby kiedyś stwierdzili: „A to było tam! Było ok. Nie pamiętam dobrze, więc wracam!”
Ale nie możemy ominąć punktów obowiązkowych, żeby obraz Pragi był pełny. No więc co w Pradze jest oczywiste? I zobaczyć trzeba i inaczej się nie da?
Hradczany– dzielnica królewska z zamkiem, w którym rezyduje Prezydent Republiki Czeskiej i gigantyczną katedrą św. Wita, której nie sposób objąć żadnej strony aparatem. Oczywiste jest, że o 12.00 musimy „przycupnąć” na zmianie warty przed Zamkiem Praskim, który według Księgi Guinessa jest największym kompleksem zamkowym na świecie. I pooglądać panoramę miasta. Aaaa i oczywiście, że zajrzeć na Złotą uliczkę, która do 17.00 jest płatna i to całkiem sporo, a potem nie. I uważam, że warto mimo wszystko przyjść pod wieczór.
Kto ma czas i ochotę i lubuje się w ogrodach może również podejść do Ogrodów Waldsteina, w których znajduje się okazały pałac- siedziba senatu. My tym razem rezygnujemy z tego spaceru.
Most Karola– dla wielu prawdziwy symbol Pragi. Wiecznie zapchany przez tłumy turystów. Więc najlepiej przyjść tu albo rano, albo w nocy. Wtedy można poczuć ten specyficzny klimat. Most strzeżony przez kilkanaście figur świętych, pośród których trzeba odnaleźć tą Napomucena i pogłaskać gdzie się da, żeby szczęśliwym być.
Ratusz Staromiejski i rynek Starego Miasta– jak już przy ratuszu jesteśmy, a sił nam wystarczy, to wdrapać się trzeba na wieżę ratuszową- widok przedni, a z dołu niewiele zobaczymy, bo tłumy, oj tłumy. Tłum zawsze pod Orlojem- XV- wiecznym zegarem, który z pewnością jest najczęściej fotografowaną atrakcją Pragi. Co godzinę parada apostołów- atrakcja taka sobie, bo kiedy kogut kończąco zapieje, raczej widać rozczarowanie niż zachwyt turystów. Ale za to po pokazie, który i tak dla większości jest punktem obowiązkowym, mnóstwo możliwości, żeby usiąść i poczuć atmosferę starego miasta. Hulaj dusza! Od koloru do wyboru, byle stolik wolny znaleźć!
Josefov- dzielnica Żydowska, taki trochę krakowski Kazimierz. Wiecie dlaczego tak warto? Bo tutaj Hitler zabłysnął jak rzadko i zrobił wreszcie coś dla potomnych. Zamysłem jego było mianowicie, aby dzielnicę zachować nietkniętą i stworzyć w niej jedno wielkie Muzeum Wymarłej Rasy. Taki miał gest! Tak więc Josefov olśniewa przepięknymi kamienicami, synagogami, niespotykanymi cmentarzami, cholernie drogimi samochodami- nie znam się wcale, ale czerwony był haha i ekskluzywnymi sklepami. Jest ładny. Po prostu.
Dla mnie te cztery punkty stanowią pozycje obowiązkowe, żeby powiedzieć- byłem w Pradze. A żeby naprawdę poczuć, co oferuje Praga- to już punkty alternatywne- zgodnie z upodobaniami. O nich w następnej relacji, bo się ich trochę na szczęście nazbierałoJ
Jak poruszać się po Pradze? Tylko komunikacją publiczną. Bilet na cały dzień na metro, tramwaj i autobus to koszt ok. 20 PLN, dla młodzieży połówka tej kwoty. Dojedziemy wszędzie. I szybko.
A spanie? No i tutaj był hit- bo Praga do najtańszych noclegowni niestety nie należy. Ale zdarzają się promocje, w które nie chce człowiek uwierzyć. My spaliśmy w hotelu Don Giovani https://don-giovanni.prague-hotels.org/pl/#main płacąc za nocleg cenę porównywalną do hostelu. Warunków ni jak porównać się nie da haha. Także polujcie na okazje, bo z nimi dużo satysfakcji, a i luksusowych wspomnień wiązać się może:)


































Pingback: Podróżnicze podsumowanie roku 2021, czyli wszystko było piękne, ale mało mi… – Przyokazji