Wrocław 2021- Ślęża- czyli rzecz o misiu, kwiecie paproci i totalnym braku kondycji:)

Z czym Wam się kojarzy Ślęża? Gdzieś tam z tyłu głowy Noc Świętojańska? Kwiat paproci? Sobótka? Tańce pogańskie przy ogniu? Ewentualnie wersja hardcorowa- brama do piekieł i Lucyfer.

Wszystko się zgadza. Jeszcze w szkole uczyli nas o tym. Po latach dojrzeliśmy na tyle, żeby stwierdzić- nie wracamy do domu prostą drogą. Jak już jesteśmy we Wrocławiu, zobaczmy Ślężę. W końcu legendy, mistyka i inne tam takie przyciągają. A do tego Ślęża należy do korony Gór Polski. Nie za wysoka, bo to tylko 717 m, więc i zbytnio się nie namęczymy.

Tratatata. To były założenia. A rzeczywistość  pocovidowa jest straszna. Jesteśmy zasiedziali, bez ruchu, bez formy. Górka niewielka nas wykończyła.

No to może po kolei. Jedziemy do Sobótki, a potem nad Przełęcz Tąpadła. Szlakiem żółtym wejście na szczyt zajmie nam zgodnie z informacją na kierunkowskazie 1,5 h. Zaczyna się łagodnie. I przez całą trasę nie ma tragedii, ale formy brak. 6 punktów odpoczynkowych po drodze. Każdy z nich daje nadzieję, że finał coraz bliżej. Droga zajmuje nam lekko ponad godzinę.  

Na szczycie kościółek, krzyż milenijny. I miś. On też powiązany jest z historiami tego miejsca. Zaatakował kobitkę niosącą ryby, bo się z nim droczyła podobno. I ku przestrodze wykuli w kamieniu pomnik, żeby ostrzec innych.

Wchodzimy na wieżę widokową. Dopiero z tego miejsca widać wszystko. Nawet ośnieżony szczyt Śnieżki. W takich miejscach zawsze piszą ludziska różne bardziej lub mniej mądre rzeczy. I tym razem znajdujemy różne mądrości, które wywołują uśmiech na twarzy. Chociaż, jak tak głębiej przeanalizować….

 

I na szczycie tej wieży widokowej, w punkcie, kiedy wyżej się już nie da, dopada nas duma, że jednak zdobyliśmy się na ten wysiłek. I związana z tym radocha, że postanowiliśmy inaczej wracać do domu. 

A tak już zupełnie na sam koniec nachodzi nas myśl taka, że warto zbaczać, bo takie chwile jak te na wieży, czekają na nas w ukryciu, a nie na prostej drodze. I trochę jednak trzeba się wysilić, żeby potem móc powiedzieć: „Ale fajne to było”.

Mamy nadzieję, że udało nam się choć trochę zarazić Was naszym entuzjazmem związanym z odkrywaniem Wrocławia i jednym, ale jakże istotnym punktem w jego najbliższej okolicy- Ślężą. I bardzo polecamy taki trochę przedłużony weekend w tych miejscach.

Ściskamy x 4  

Ten post ma 3 komentarzy

  1. Ania

    Potrafisz zarażać optymizmem. Czyta się Twoje teksty i człowiek już by chciał drapać się (i sapać!) na Ślężę. Zgadzam się, że gdy coś kosztuje nas trochę wysiłku, to potem poziom endorfin rośnie wprost proporcjonalnie.

  2. Magda i Tomek

    Ania dziękuję bardzo. Ale przypomnę tutaj wszem i wobec,że wiele rzeczy w moim życiu odbyło się, bo to Ty mnie zaraziłaś? Z próżni się to nie wzięło haha

Dodaj komentarz