III Babski Wylot- czyli wycisnąć 100% Toskanii z Toskanii
Dzień III- Florencja, Siena
Część z nas mająca dusze artystyczne (lub bardziej zasobne portfele haha) ma bardzo skonkretyzowane plany na niedzielne wczesne popołudnie- Galeria Uffizi. Muzem to należy do jednych z najstarszych i najpiękniejszych w Europie.
Nie jestem znawcą sztuki, ale poobserwować sobie tak na oryginalnych obrazach jak zmieniało się przedstawianie człowieka w sztuce od twarzy bez wyrazu po rubasznych imprezowiczów, jak postrzegana była kobieta, a w zasadzie jak bardzo jej nie było w średniowieczu, bo przecież rzekomo duszy nie miała, i jak bardzo zaistniała, mało tego dosyć szybko okazało się, że nawet kształtna jest i to bardzo- hmmm- doświadczenie niesamowite.
Absolutnie najważniejsze dzieła według znawców przedstawiam na zdjęciach plus to, co szczególnie przykuło naszą uwagę. W galerii znajdziemy dzieła Michała Anioła, Donatello, rozbójnika Caravaggio, Leonarda da Vinci, Sandro Botticelli. Absolutna uczta dla oczu
Galeria zajęła nam trzy godziny. W tym czasie druga część szanownej wycieczki korzystała z możliwości „gubienia się” w florenckich uliczkach i odkrywania zupełnie innego oblicza miasta, co oczywiście serdecznie polecam.
Kiedy już wszyscy zgłodnieli udajemy się do miejsca, gdzie niestety trzeba trochę odestać, bo dobre kilkadziesiąt osób przed nami- All’antico Vinaio. Trzy takie bary są na tej ulicy, do każdego ogromne kolejki, ale uwijają się tam w środku sprawnie. Do wyboru kilka rodzajów ogromnych „kanapek” na ciepło z szynką lub mięsem z dodatkami. Można spokojnie traktować jak obiad. Florencki klasyk.
Chodząc po uliczkach Florencji zauważamy wyjątkowe znaki drogowe. Mogłoby się wydawać, że znaki drogowe – powszechnie zrozumiałe i niemal jednakowe pod każdą szerokością geograficzną – nie mają takiego potencjału, by rozbudzić wyobraźnię jakiegokolwiek artysty. Tymczasem we Florencji niejaki CLET- uczynił z nich małe dzieła sztuki. Ma nawet swoją galerię, w której kupić można te przezabawne znaki w różnych odsłonach. Stojące na ulicy wywołują po prostu uśmiech.
Najedzeni idziemy „poszwędać się” po mieście i bez większych przygód ok. 17.00 wyjeżdżamy do Sieny.
Tak podsumowując to, co dotychczas i mając odniesienie do tego, co było potem, to taki trochę problem mam z tą Florencją. Bo chylę jej czoła, jest przepiękna, przepełniona dziełami sztuki na każdym kroku, ale kiedy dotrzecie do Sieny powiecie „ufff” jaki cudowny spokój, jaka cisza i jaki klimat. Chyba nie wolno zwiedzać tych miejsc w odwrotnej kolejności…
Bez większych przygód docieramy wieczorem do Sieny. Nie ma lepszej lokalizacji niż ta nasza. Mieszkamy w samym sercu Sieny otoczeni średniowiecznymi murami. Kiedy wychodzimy na wieczorny spacer, jest mroczno i tajemniczo. I zapiera nam dech w piersiach. I ten spacer jest taki cudnie powolny. Wrażenia nie do opisania, może choć trochę oddadzą je zdjęcia.



















