III Babski Wylot- czyli wycisnąć 100% Toskanii z Toskanii
Dzień I- Międzyrzecz- Berlin- Piza- Florencja
Kocham Włochy. I te Baby, z którymi spędziłam ostatnie sześć dni też kocham. Obie miłości bezwarunkowe.
Zacznę podobnie, jak rok temu, tylko powiększę trochę liczby- jest nas 14 (!). Mamy dla siebie i ze sobą 6 dni we włoskim rejonie, który jest chyba marzeniem każdego- Toskania. Grupa 14 kobiet dojrzałych, ale jeszcze nie przejrzałych, wzbudza różne uczucia w obserwatorach- od zdziwienia przy zakupie biletów- „Ile??? Pani poda nazwisko, to zrobię bilet grupowy”. A potem czytam: „Magdalena. 14 osób”. Ot i po co się wysilałam z literowaniem? Po pełny entuzjazm: „ Boże jak fajnie. Weźcie moją żonę też ze sobą. Nada się” (a pan z Kalifornii, pani też….). A ja mam tylko jedną obawę- jak w takiej grupie wszystkie na raz zaczną sikać, to zwiedzanie się nam sporo opóźni haha.
Wycieczkę zaczynamy wesoło i na luzie w piątkowy poranek. Są emocje, radość i oczekiwanie. Bo Toskania to przede wszystkim bodźce wzrokowe i smakowe, które znamy tylko z mediów. A każda do tego dodała jeszcze jakieś swoje wyobrażenie.
Na lotnisku w Pizie jesteśmy o 15.00. Dalsza droga prowadzi nas do Florencji, ale korzystając z faktu, że już tutaj jesteśmy idziemy pod tą słynną i najbardziej znaną na świecie Krzywą Wieżę. Mnóstwo ludzi się naszło, każdy robi zdjęcia, które albo ją (tą wieżę) podtrzymują albo pchają.
Wieża w rzeczywistości jest dzwonnicą przykatedralną i stoi na Polu Cudów wraz z katedrą i baptysterium. Jej budowa trwała 177 lat. Wysoka na niespełna 55 metrów, odchyla się od pionu o około 5 metrów. Dlaczego Krzywa Wieża jest krzywa? Odchylała się już podczas budowy. Wina leży w źle zbudowanych fundamentach i gliniastej glebie w miejscu, w którym stoi. Co ciekawe jej fundamenty sięgają zaledwie 3 m w głąb ziemi. Wystarczy informacji. Poddajemy się chwili i jak typowi turyści „podtrzymujemy” i „pchamy” wieżę ile się da.
Po godzinie wracamy na dworzec i tutaj zaczyna się prawdziwie włoski klimat. Kupujemy bilety do Florencji. Inna godzina odjazdu pociągu widnieje na wyświetlonych informacjach, inna na drukowanych, a pan w okienku mówi, że mamy się nie martwić, bo bilet obowiązuje do końca dnia. Nie zgadza się peron, a jak już docieramy do informacji, że pociąg odjechał o 18.01, jest 18.05, a na kolejny musimy trochę poczekać, to wbrew zdrowemu rozsądkowi rzucam hasło: „biegniemy”. Stoi. To, że na wyświetlaczu odjechał wcale nie oznacza, że odjechał.
Najcenniejsza wskazówka: zaraz po wylądowaniu, stawiając pierwszą stopę na ziemi włoskiej- wyłącz preferowane do tej pory myślenie. Daleko Cię nie zaprowadzi. Włącz luz. Tak po prostu. I racz się nim bez zahamowań. A że w grupie „raczysz się” znacznie bardziej niż sam, więc całkiem zadowolone dojeżdżamy z uśmiechem na ustach do Florencji.
Mimo wydrukowanej drogi, wskazówek dojścia od właściciela apartamentów, mapy, trzech nawigacji i czterech rozmów z „tambylcami” nie ma opcji, żeby dostać się do naszej kwatery. Okazuje się, że ich lokalizacja jest w czterech różnych kierunkach świata. Takiego chaosu nie przeżyłam jeszcze nigdy… Trwa to i trwa i trwa, ale w końcu się udaje. Apartamenty wynagradzają wszystko
Zmęczone całym dniem idziemy na zasłużoną włoską kolację. Chyba przestawiłyśmy już myślenie na dobre tory…
Wszystkie zdjęcia wykonały uczestniczki wycieczki.
Zapraszam do spędzenia 6 dni tylko z nami w przeuroczych toskańskich klimatach.








